Rozdział 4
Otworzyłam oczy i pierwsze, o czym
pomyślałam to, że słońce dziś mocno świeci i razi mnie w oczy. Później
stwierdziłam, że jeśli mam się nie spóźnić do szkoły muszę już wstać.
Uśmiechnęłam się kwaśno i niechętnie
zwlokłam się z łóżka. Przeciągnęłam się leniwie wyprężając się po koniuszki
palców. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ubrana i odświeżona
zeszłam na dół by spakować potrzebne podręczniki ze stołu w salonie.
Przewiesiłam torbę przez ramię i podeszłam do lodówki, z której wyciągnęłam sok
pomarańczowy i szybko skierowałam się do drzwi. Złapałam jeszcze klucze od auta
i już byłam na zewnątrz zamykając dom.
Jadąc ulicami w stronę liceum moje myśli
bezustannie powracały do chłopaka ze zdjęcia – Doriana. Nie mogłam o nim
zapomnieć nie ważne jak bardzo się starałam. Myśli bezustannie krążyły
wyłącznie wokół niego. Zatrzymałam się na światłach i westchnęłam zmęczona tym
wszystkim. Jakaś część mnie mówiła, że może teraz zaznam jeszcze mniej spokoju,
niż gdy przewodziłam Śmiercionośnym.
Światło zmieniło się na zielone a ja
ruszyłam dalej potrząsając głową i próbując pozbyć się natrętnych myśli. Powoli
wjechałam na parking dla uczniów i zaparkowałam w jednym z najdalszych jego
końców. Wzięłam torbę i wysiadłam z samochodu prosto w żar dnia. Słońce prażyło
dziś niemiłosiernie i pomimo mojego doświadczenia nie było to przyjemne.
Westchnęłam ciężko i
niespiesznie ruszyłam w stronę szarego budynku. Mijałam uczniów nie patrząc na
nikogo, nie zwracając na nich uwagi. Weszłam po schodach i pchnęłam drzwi
wejściowe. Zacisnęłam zęby, gdy nieznośny hałas zaatakował moje wrażliwe uszy.
Nie zwracając na nikogo uwagi ruszyłam
prosto w kierunku sali, w której miałam zajęcia. Przekraczając próg zauważyłam,
że klasa jest już prawie pełna. Szybko podeszłam do ławki i zajęłam swoje
miejsce. Schyliłam się po torbę i wyjęłam z niej podręcznik. Ułożyłam książkę i
zeszyt na ławce i mimo woli zaczęłam odpływać. Nie zauważyłam nawet, że
nauczyciel wszedł już do klasy. Moje myśli zaczęły dryfować gdzieś w
przestworzach a ja poczułam dziwną lekkość. Gdzieś z tyłu mojej podświadomości
odezwał się zaniepokojony głosik. Ta część mnie wiedziała, że coś jest nie tak.
Jednak inna zdecydowanie większa i silniejsza mówiła abym się nie martwiła, że
wszystko jest dobrze. Nim się zorientowałam ostrzegawczy głos umilkł na dobre…
Po lekcji udałam się do stołówki, aby jak
każdy coś zjeść. Wprawdzie nie musiałam pożywiać się ludzkim jedzeniem, ale
wolałam nie odstawać od innych, niczym się nie wyróżniać. Ustawiłam się w
kolejce i zaczęłam brać kolejno coś do zjedzenia. Skanując wzrokiem wszystko,
co jest zdecydowałam się na prosty jogurt.
Zadowolona skierowałam się prosto do stolika
w najdalszym kącie. Może i nie chciałam się wyróżniać, ale też nie zamierzałam
się z nikim bratać.
Moje myśli nieuchronnie powędrowały do
Doriana. Poczułam jak przyjemny dreszcz przechodzi mi wzdłuż kręgosłupa. Nadal
nie rozumiałam swojej reakcji na tego chłopaka. I coraz bardziej mnie ona
irytowała…
Nagle moje rozmyślenia zostały przerwane
przez niesamowicie silne uderzenie pragnienia. Zaatakowało z nieopisaną mocą i
poczułam jak moje kły stają się jeszcze dłuższe. Zacisnęłam szczęki i
odwróciłam się w stronę zapachu, który wywołał to uczucie. Przeszukiwałam
wzrokiem teren stołówki starając się namierzyć źródło zapachu. Zadanie jednak
było utrudnione przez ciągle szarpiące moimi wnętrznościami pragnienie. Nie
odczuwałam takiego czegoś od czasów moich pierwszych miesięcy, jako wampirzyca.
Właśnie wtedy mój wzrok napotkał wysoką męską
postać. Wiedziałam już kto wywołuje ów pragnienie. Chłopak odwrócił się w moją
stronę i ujrzałam jego przystojną twarz. Dorian.
Nie rozumiałam jak to możliwe. Przecież
czułam jego zapach już wczoraj i nie miałam takich problemów… Ostry ból
przeszył mi żołądek, gdy głód zaatakował ze zdwojoną siłą. Zacisnęłam dłonie w
pięści starając się nad sobą zapanować. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej
opuścić to miejsce.
Dorian wybrał jednak tą właśnie chwilę by
mnie zauważyć i z uśmiechem natychmiast ruszył w moją stronę. Z każdym
stawianym krokiem jego zapach stawał się jeszcze bardziej intensywny. Kły
swędziały mnie pragnęły zostać zanurzone w szyi tego chłopaka. Jakaś część mnie
chciała poczuć jego krew wlewającą się do mojego ciała, dającą życie.
Potrząsnęłam głową usiłując zapanować nad
sobą. Musiałam to zrobić zanim on do mnie podejdzie. Spojrzałam w dół na swoje
ręce zaciśnięte w pięści na kolanach i zmusiłam się do wzięcia głębokiego
oddechu. Jego woń natychmiast uderzyła, ale byłam przygotowana. Na chwilę
zamknęłam oczy i nakazałam sobie zobojętnienie na nią. Wiedziałam, że niewiele
to da, ale zawsze coś…
Cień padł na mnie dokładnie w tym samym
momencie, gdy usłyszałam jego głos:
- Cześć – niby proste słowo, ale sprawiło,
że zadrżałam od wewnątrz.
- Cześć – zmusiłam się do podniesienia
wzroku i powiedzenia tego słowa. Kły na szczęście się schowały i mogłam mówić
nie ukazując wszystkim, kim jestem.
- Mogę
się dosiąść? – Spytał tym swoim niskim dźwięcznym głosem. Przez chwilę
patrzyłam na niego nie wiedząc, o co pyta…
- Oh! Wiesz, ja właśnie wychodziłam i… -
zaczęłam się plątać. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale byłam pewna, co
do jednego: muszę uciec od tego chłopaka jak najszybciej.
Poderwałam się z krzesła przewracając je przy
okazji. Rozległ się huk upadającego mebla i poczułam, że wszyscy w stołówce
patrzą na mnie zdziwieni. Ja jednak nie zwracałam na to żadnej uwagi… Myślałam
tylko o ucieczce.
Wyminęłam zszokowanego Doriana i niemal
biegiem popędziłam do drzwi. Wypadłam na korytarz i ruszyłam prosto do wyjścia.
Pchnęłam drzwi i nareszcie znalazłam się na zewnątrz. Powietrze było czystsze i
naroście mogłam oddychać bez bólu.
Westchnęłam z ulgą i powolnym krokiem ruszyłam
do samochodu. Wiedziałam, że muszę odjechać zanim sytuacja jeszcze się
pogorszy.
- Rose! Rose zaczekaj! – Przerażona
zamarłam. Nie mieściło mi się w głowie, że ten chłopak pobiegł za mną. Co
gorsza nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zwykły człowiek podszedł mnie!
Zszokowana zdałam sobie sprawę, że gdyby to był łowca już bym nie żyła.
Dorian wykorzystując to, że się zatrzymałam
złapał mnie za ramię i stanął przede mną. Na jego twarzy malował się niepokój…
- Wszystko dobrze? – Spytał z prawdziwą
troską w głosie. Ja jednak nie potrafiłam się na tym skupić. Jedyne, o czym
mogłam myśleć to jego zapach, szum krwi płynącej w żyłach i spokojne bicie
serca… Kły zabolały i zaczęły się wydłużać. Przerażona skuliłam się i złapałam
za brzuch czując kolejne silniejsze niż poprzednie szarpnięcie w żołądku.
- Rose! Co ci jest?! – Strach widoczny w
jego oczach dokonał wyboru za mnie.
- Samochód – charczę z trudem. – Kluczyki w
torbie… Zewnętrzna kieszeń… - Zacisnęłam zęby by powstrzymać krzyk rodzący się
z tyłu mojego gardła.
Dorian objął mnie ramieniem i pomógł iść.
Jego ciało przyciśnięte do mojego tylko pogarszało sprawę. Nie chciałam jednak
z tego zrezygnować. Nie mogłam. Wszystko we mnie buntowało się przeciw myśli,
że Dorian mógłby znaleźć się daleko ode mnie.
- Gdzie? – Pytanie ledwo przedostaje się do
mojej świadomości.
- Koniec parkingu… Po lewej – każde słowo
pali mnie żywym ogniem. Zmuszam się jednak, aby to wytrzymać.
Chłopak ciągnie mnie dalej. Gdy docieramy do
samochodu Dorian na chwilę zamarł zszokowany i po prostu gapił się za porsche.
Dopiero mój cichy jęk wyrwał go z transu i szybko otworzył drzwi po stronie
pasażera. Gdy już upewnił się, że siedzę wygodnie szybko przeszedł na drugą
stronę i usiadł za kierownicą. Zamknął drzwi i wiedziałam, że gdyby auto miało
dach już byłby martwy…
Musiałam mieć tylko nadzieję, że przetrwam
drogę do domu i to, co mi dolega minie. Wiedziałam jednak, że dzieje się coś
złego…
Wciągające opowiadanie choć muszę przyznać, że nie doczytałam do końca.
OdpowiedzUsuńZapraszam w wolnej chwili http://moda-uroda-kosmetyki-dagmara-s.blogspot.com/
Historia miłosna pomiędzy wampirzycą, a zwykłym chłopakiem? :> Czasami myślę, że fajnie byłoby mieć takie zęby... :]
OdpowiedzUsuńu mnie też jest Rose... ;> to chyba popularne imię.
pozdrawiam
moodybrown.blogspot.com