wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 3

Rozdział3

   Stałam przed przywódcą sfory hardo patrząc mu w oczy. Nie zamierzałam okazać strachu. Byłam starym i doświadczonym wampirem. Nie było szans, aby ktoś taki jak ten dzieciak mnie pokonał.
   - Nie zamierzam nikogo skrzywdzić – powiedziałam spokojnie. – Jakbyś nie zauważył polowałam na sarnę a nie na człowieka. Nie piję ludzkiej krwi. – Patrzyłam na niego mając nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i się wycofa. Nie chciałam z nikim walczyć.
   - Myślisz, że uwierzę w twoją rzekomą dobroć? Wiem, jakie są wampiry. Tylko zabijacie za wami ciągnie się szlak martwych ciał i zrozpaczonych rodzin – gdy mówił gniew w jego głosie zdawał się rosnąć. Zrozumiałam, że sam musiał mieć złe wspomnienia związane z moim gatunkiem.
   -Wiem, że masz racje – odezwałam się spokojnie mając nadzieję, że i on ochłonie. – Mój gatunek jest potworny, ale ja taka nie jestem, zmieniłam się – dodałam cicho patrząc na niego już nie z wyzwaniem czy groźbą, ale nadzieją, że mi uwierzy.
   - Wy się nie zmieniacie – warknął. – Jesteście źli już do końca. Nie ma w was współczucia czy sumienia! – Każde jego słowo było jak nuż wbity w moje ciało. Wszystkie moje złe uczynki zalały mnie w tym samym momencie. Zacisnęłam zęby, aby powstrzymać się przed zdradzeniem jak jego słowa mnie zraniły.
   Tatuaże na moich nadgarstkach zaczęły niemalże mnie palić. Spojrzałam na nie bezpiecznie ukryte pod kurtką i wpadłam na pomysł. Miałam tylko nadzieję, że słyszeli tutaj o łowcach. Podciągnęłam rękawy i wystawiłam nadgarstki na widok oczu tych wszystkich wilków. Wszyscy wlepili wzrok w moje nadgarstki i blizny ukryte pod czarnym tuszem. Zacisnęłam zęby w frustracji. Nigdy nie lubiłam pokazywać blizn właśnie, dlatego pokryłam je tatuażem kilka lat temu.
   Wiedziałam, że blizny są moim znakiem rozpoznawczym. Miałam też nadzieję, że uszanują to, co zrobiłam na przestrzeni ostatniego tysiąca lat. Alfa patrzył na mnie badawczo nareszcie zdając sobie sprawę z tego, przed kim stoi.
   - Ty jesteś założycielką Śmiercionośnych? To ty pomogłaś stworzyć broń na swój własny gatunek? – Z każdym wypowiedzianym pytaniem na jego przystojnej twarzy malowało się coraz większe zdziwienie. – Dlaczego?
   Patrzyłam na niego w milczeniu przez dłuższą chwilę. Nie wiedziałam jak odpowiedzieć na jego pytanie. Istniało tyle odpowiedzi, które nie były prawdą a których mogłabym użyć. Z niewiadomych przyczyn wolałam jednak tym razem powiedzieć prawdę.
   Potrząsnęłam głową odpędzając zaskakującą myśl i zdecydowałam się na zbycie pytania jednym zdaniem:
   - Miałam swoje powody – mój głos jasno dawał znać, aby nie próbował dociec, jakie.
   - Rozumiem – głos miał równie lodowaty jak ja. – Skoro jesteś założycielką Śmiercionośnych możesz tutaj zostać, ale jeśli choć jednemu człowiekowi stanie się krzywda obiecuję, że mi za to zapłacisz.
   Skinęłam głową i nim mogli się zorientować umknęłam między drzewa. Biegłam ile sił w nogach a wiatr rozwiewał mi włosy. Gniew i ból paliły mnie od środka i bałam się, że jeśli się zatrzymam wybuchnę. Wspomnienia znów zaatakowały, ale ja nie chciałam się poddać, nie chciałam pamiętać. Właśnie, dlatego oddałam stery nad Śmiercionośnymi, komu innemu. Nie miałam już siły by dalej przewodzić łowcą. Dlatego przyjechałam do Jackson. Przez wieki nie zaznałam spokoju i jakaś część mnie miała nadzieję, że wreszcie mi się to uda.
   Prychnęłam pod nosem na swoje bezsensowne marzenia. Wiedziałam, że nie zasługuję na luksus, jakim był spokój. Nie zasługiwałam na to, aby zaznać szczęścia czy miłości. Nie po tym, co robiłam przez setki lat. Ból na nowo zacisnął swe macki na mym ciele i poczułam szczypanie pod powiekami. Zaczęłam intensywnie mrugać, aby odpędzić niechciane łzy.
   Stałam przed Tomasem z łzami w oczach próbując go przekonać, że się myli. Wciąż pamiętałam noc, kiedy uratowałam go przed śmiercią na polu bitwy. Było jakieś piękno, którego nie sposób było nie zauważyć patrząc na niego. Był wysokim smukłym mężczyzną o klasycznych rysach twarzy. Jednak to jego postawa przyciągała wzrok. Stał dumnie wyprostowany i patrzył przed siebie tak jakby wiedział, że to wszystko należy do niego. Nawet będąc ubranym w stylowy czarny smoking i niebieską prążkowaną kamizelkę nałożoną na śnieżnobiałą koszulę oraz beżowe skurzane spodnie emanował siłą i jakąś dzikością.
   - Nie! Nie jestem taka! Ja się zmieniłam… - wyszeptałam na końcu.
   - Zmieniłaś?! Jesteś WAMPIREM! POTWOREM! – Wzdrygnęłam się na jego wrzaski. Nie rozumiałam jak może mnie nie rozumieć.
   - Nie jestem zła… Proszę uwierz mi – łzy zaczęły płynąć mi po policzkach. Odwróciłam głowę chcąc, aby ich nie zobaczył. Nie chciałam, aby wiedział jak mnie rani.
   - Uwierzyć? Po tym jak mi powiedziałaś, że jesteś kreaturą nocy ja mam ci wierzyć? – Już nie krzyczał, wyglądał na równie zmęczonego tym wszystkim. – Powiedz mi proszę jedno… Po co przyszłaś na tamto pole?
   Patrzyłam na niego nie mogąc znaleźć słów, aby odpowiedzieć. Nie wiedziałam jak mam to ująć w słowa. W końcu jednak one same opuściły me usta mimo mej woli.
   - Aby się pożywić – szept był ledwie słyszalny, ale wiedziałam, że dotarł on do jego uszu. Twarz zbladła mu jeszcze bardziej a rysy stały się wyraźniejsze, ostrzejsze. W oczach dostrzegłam chłód, który zmroził mi serce i duszę (o ile jeszcze ją wtedy miałam).
   Tomas podszedł do okna wychodzącego na ogród za rezydencją i odwrócił się do mnie plecami. Jego głos był lodowaty i przeszył mnie do szpiku kości:
   - Wyjdź. Nie chcę cię więcej widzieć. – Przez chwilę stałam tylko patrząc na napiętą linię jego pleców i szyi. Przez głowę przechodziły mi tysiące myśli, ale żadnej nie mogłam się uchwycić. Nie potrafiłam pojąć tego chłodu i obojętności. Łzy zaczęły mi jeszcze intensywniej płynąć sprawiając, że zamazał mi się widok. Ból w klatce piersiowej narastał z każdą chwilą.
   Potem z smutkiem na twarzy odwróciłam się od niego i podeszłam do masywnych dębowych drzwi. Zawachałam się jednak z dłonią na klamce. Spojrzałam przez ramię na mężczyznę, którego miałam już nigdy nie zobaczyć i wypowiedziałam to co wiedziałam, że muszę:
   - Kocham Cię…
   Nacisnęłam klamkę i wyszłam zanim mógł zareagować…
   Otrząsnęłam się z dręczących wspomnień i oparłam się o najbliższe drzewo.  Oddychałam głęboko próbując opanować puls i serce kołaczące się mi w piersi. Byłam wściekła na siebie za ten przejaw słabości za uczucia, jakie wywoływały te wspomnienia. Ból w klatce piersiowej narastał z każdą chwilą a ja nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Miałam już dość tego wszystkiego.
   Powoli odepchnęłam się od drzewa i wyprostowałam. Rozejrzałam się, dookoła ale nie zobaczyłam nic prócz drzew i krzaków. W oddali zabrzmiało żałosne wycie wilka a zaraz po nim dołączyły kolejne. Już po chwili cały las rozbrzmiewał ich śpiewem. Wiedziałam, że wśród nich są też wilkołaki.
   Nie zastanawiając się nad tym dłużej ruszyłam biegiem w stronę miejsca, w którym zostawiłam swój samochód. Pędziłam pomiędzy lasami ciesząc się wolnością i spokojem lasu. Właśnie tutaj wśród drzew znajdowałam spokój i ukojenie. Żałowałam, że tak nie może być zawsze. Wypadłam na pobocze i zatrzymałam się przy aucie. Szybko wyciągnęłam klucze z przedniej kieszeni moich dżinsów i otworzyłam drzwi od strony kierowcy.
   Będąc już w środku przejrzałam się w lusterku wstecznym sprawdzając czy nie jestem ubrudzona krwią. Zadowolona z oględzin uśmiechnęłam się do siebie ukazując kły. Oczy delikatnie błyszczały mi czerwienią, ślad po niedawnym posiłku. Wiedziałam jednak, że blask ten zniknie do rana i nikt niczego nie zauważy.
   Westchnęłam głęboko i odpaliłam silnik i ruszyłam w drogę powrotną. Droga minęła mi szybko i nim się zorientowałam stałam przed drzwiami wejściowymi do swojego domu. Weszłam do środka i nie zapalając światła ruszyłam po schodach do swojej sypialni. Przekraczając próg pokoju przeszło mi przez myśl, że to miejsce wygląda obco. Nie było w nim żadnych prywatnych rzeczy jedynie solidne dębowe meble i ściany pokryte błękitną tapetą…
   Szybko zrzuciłam z siebie ubrania i przebrałam się w koszulę nocną. W łazience przylegającej do pokoju szybko umyłam zęby pozbywając się smaku krwi z buzi. Podeszłam do łóżka i wsunęłam się pod kołdrę z westchnieniem ulgi. Jedyne, o czym teraz marzyłam to sen i odpoczynek od wspomnień i własnych myśli czy uczuć. Zamknęłam oczy i ku mej radości nim się zorientowałam odpłynęłam w mrok.


1 komentarz:

  1. zapraszam do brania udziału w konkursie : http://pinksaw-opowiadania.blogspot.com/2014/06/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń