Rozdział 5
Zaciskałam zęby próbując wytrzymać
świdrujący mnie ból. Byliśmy już prawie na miejscu, ale nie miałam pewności czy
wytrzymam do tego momentu.
W końcu dostrzegłam mój dom i pozwoliłam
sobie odetchnąć z ulgą. Dorian zaparkował na podjeździe i nim zdążyłam się
odezwać wyskoczył z pojazdu i podszedł do drzwi od strony pasażera. Nacisnął
klamkę i pomógł mi wysiąść.
- Klucze – słowo zostało wypowiedziane
tonem pełnym siły.
Sięgnęłam do kieszeni w dżinsach i podałam
mu klucz od drzwi. Wiedziałam, że powinnam powiedzieć mu, aby sobie poszedł,
ale po prostu nie miałam na to siły. Byłam pewna, że bez jego pomocy nie dotrę
nawet do drzwi. Dlatego pozwoliłam, aby zaprowadził mnie do salonu a gdy
skierował na mnie pytający wzrok wskazałam tylko ruchem głowy na schody.
Później pokierowałam go do mojej sypialni.
Dorian delikatnie położył mnie na łóżku a później z zatroskaną miną spojrzał na
mnie ze swojego miejsca siedząc na skraju materaca. Spojrzałam na niego
zaciekawiona tym, dlaczego mi pomaga. Przecież nie oferowałam mu nic w zamian…
- Jak się czujesz? – Jego głos zabrzmiał
łagodnie i kojąco, niestety jego zapach był inną sprawą. Nie wiedziałam, co się
ze mną dzieje, ale byłam pewna, że zapach Doriana tylko pogarsza sprawę. – Może
powinienem wezwać lekarza? – Jego pytanie natychmiast mnie zaalarmowało.
- Nie! – Zareagowałam może zbyt gwałtownie
sądząc po jego minie. – To znaczy nie sądzę, aby to było konieczne.
Dorian patrzył na mnie uważnie przez kilka
sekund. Jego niesamowite oczy zdawały się docierać do mojego wnętrza. Zmusiły
mnie do odwrócenia wzroku. Nie rozumiałam, co takiego jest w tym chłopaku
wyjątkowego. Co sprawia, że nie mogę o nim zapomnieć, nabrać do niego dystansu.
- Co przede mną ukrywasz Rose? – Łagodny
głos nasiąknięty prośbą… Prośbą o szczerość, zaufanie. Ja jednak nie
wiedziałam, czy mogę jeszcze zaufać komukolwiek… Czy potrafię.
- Coś, co powinno zostać tajemnicą –
wyszeptałam cicho niemal wbrew sobie. Wiedziałam, że nie wolno powiedzieć mi
prawdy temu chłopcu. A tym właśnie był chłopcem, dzieckiem. Musiałam wreszcie
to pojąć i pokonać tą dziwną fascynacje nim.
- Nie rozumiem tego. Wiem, że mnie nie
znasz, ale możesz mi zaufać… Rose ja… - jego wypowiedź została jednak brutalnie
przerwana przez atak kaszlu, który mnie dopadł. Zasłoniłam usta ręką a gdy ją
zabrałam ujrzałam krew plamiącą mi palce.
Dorian zerwał się z łóżka ze strachem
wymalowanym na twarzy. Sięgnął ręką do kieszeni i wiedziałam, że zamierza
zadzwonić do szpitala. Ja jednak nie mogłam mu na to pozwolić.
Wyciągnęłam czystą rękę i złapałam go za
dłoń. W momencie, w którym nasze palce się zetknęły przebiegł mnie potężny
dreszcz pragnienia. Moje kły wysunęły się stając jeszcze dłuższymi. Oczy
chłopaka rozszerzyły się nienaturalnie a on sam szybko cofnął dłoń.
Poczułam jak kamienna pięść zaciska się
wokół mojego serca niemal je miażdżąc. Dorian patrzył na mnie ze strachem a ja
nie mogłam mu się dziwić.
- Dorian – spróbowałam się podnieść, ale
wtedy zaatakował mnie ból w brzuchu. Był na tyle silny, że skuliłam się na
łóżku krzycząc. Chłopak podbiegł do mnie i objął silnym ramieniem.
- Spokojnie. Oddychaj – jego głos był
kojący. Uspokajał coś dzikiego zakopanego głęboko we mnie. Nieświadomie
przytuliłam się do niego zaciskając zęby by powstrzymać kolejny krzyk. Agonia
rozchodziła się po mnie falami. – Rose, co się dzieje?
- Nie wiem – moja odpowiedź brzmiała jak
skrzek. Ledwo mogłam oddychać. Dorian delikatnie pomógł mi ułożyć się na łóżku
a potem sam położył się przy mnie. Głaskał mnie po włosach z zadziwiającą
czułością. Całe moje ciało przeszywał ból. Skuliłam się przy Dorianie i modliłam,
aby to wszystko wreszcie się skończyło.
Opiekuńcze ramiona przyciskały mnie do
silnej klatki piersiowej nastolatka siedzącego przy mnie. Jego ciepłe ciało pomagało
mi to wytrzymać. Po pewnym czasie, który zdawał się być wiecznością ból osłabł,
aby w końcu całkiem zniknąć.
Leżałam nieruchomo jeszcze kilka sekund nie
chcąc utracić ciepła ciała przyciśniętego do mnie. Westchnęłam cicho i powoli
odsunęłam się od niego. Przez cały czas czułam jego uważne spojrzenie na sobie,
ja jednak nie miałam siły by unieść wzrok.
- Czym ty jesteś Rose? – Cisze przerwało
pytanie wypowiedziane cichym spokojnym głosem.
- Nie chcesz wiedzieć. Uwierz mi –
podniosłam wzrok i spojrzałam w te niesamowite, niebieskie oczy. Chciałam by
zrezygnował, aby przestał i po prostu odszedł.
- Rose. Ja rozumiem, że może być ci ciężko
mi zaufać ale…
- Rozumiesz?! – Krzyknęłam w przypływie
nagłej napełnionej goryczą złości. – Nie masz o niczym pojęcia! Co ty możesz
wiedzieć? Jesteś tylko dzieckiem!
- Mylisz się. Może i jestem młody, ale mam
już siedemnaście lat i na pewno nie jestem dzieckiem! – Jego policzki
zaróżowiły się z emocji. Wyglądał tak ludzko, tak niewinnie…
- Siedemnaście – pozwoliłam by w moim głosie
pokazała się kpina. Musiałam go jakoś zniechęcić, sprawić, aby mnie zostawił w
spokoju. – Co to jest?! Ja mam ponad tysiąc lat! – Krzyk przepełniony żalem i
bólem wyrwał się z mojej piersi. – Widziałam jak upadali wielcy królowie
Dorianie. Żyłam wieki i widziałam jak setki bliskich mi osób starzeje się i
umiera. Czy możesz sobie coś takiego wyobrazić? – Zmęczona ukryłam twarz w
dłoniach. Nie chciałam na niego patrzeć, nie potrafiłam.
W pokoju panowała cisza mącona tylko naszymi
oddechami. Po czasie, który mógłby być wiecznością poczułam silną dłoń na swoim
ramieniu. Zdziwiona uniosłam głowę i ujrzałam zatroskaną twarz Doriana.
- Musiałaś bardzo cierpieć – jego głos był
ciepły, kojący. Był balsamem na moją zranioną duszę. – Rose powiedz mi… Jak to
możliwe, że żyłaś tak długo? Czym jesteś?
Przez dłuższą chwilę po prostu na niego
patrzyłam. Sądziłam, że wyjdzie z pokoju jak usłyszy ile mam lat i że nie
jestem zwykłym człowiekiem. Jednak on klęczał tutaj przede mną z dłonią na moim
ramieniu i oczami utkwionymi w mojej twarzy.
- Potworem – wyszeptałam określenie, którego
użył w stosunku do mnie Tomas. – Jestem wampirem…
- Nieprawda – odezwał się znów mnie
zaskakując. – Nawet, jeśli to prawda i jesteś wampirem. To wcale nie oznacza,
że jesteś potworem. Gdybyś naprawdę nim była już byłbym martwy – wzdrygnęłam
się na myśl o jego ciele leżącym nieruchomo na podłodze, nieżywym.
- Nie wiesz, co robiłam kiedyś… Nie znasz
mnie.
- Nie – zgodził się ze mną. – Ale chcę cię
poznać.
- Nawet, jeśli to niebezpieczne?
- Tak – w jego głosie na próżno szukać było
wahania. – I Rose, co się dzisiaj z tobą stało? Dlaczego tak cierpiałaś?
- Mówiłam prawdę Dorian… Nie wiem.
- Więc się tego dowiemy.
Pozdrawiam Sienna M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz