środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 5

Cześć! Mam dla was kolejny rozdział naszej historii. :) Mam nadzieję, że się spodoba.



Rozdział 5
   Zaciskałam zęby próbując wytrzymać świdrujący mnie ból. Byliśmy już prawie na miejscu, ale nie miałam pewności czy wytrzymam do tego momentu.
   W końcu dostrzegłam mój dom i pozwoliłam sobie odetchnąć z ulgą. Dorian zaparkował na podjeździe i nim zdążyłam się odezwać wyskoczył z pojazdu i podszedł do drzwi od strony pasażera. Nacisnął klamkę i pomógł mi wysiąść.
    - Klucze – słowo zostało wypowiedziane tonem pełnym siły.
   Sięgnęłam do kieszeni w dżinsach i podałam mu klucz od drzwi. Wiedziałam, że powinnam powiedzieć mu, aby sobie poszedł, ale po prostu nie miałam na to siły. Byłam pewna, że bez jego pomocy nie dotrę nawet do drzwi. Dlatego pozwoliłam, aby zaprowadził mnie do salonu a gdy skierował na mnie pytający wzrok wskazałam tylko ruchem głowy na schody.
   Później pokierowałam go do mojej sypialni. Dorian delikatnie położył mnie na łóżku a później z zatroskaną miną spojrzał na mnie ze swojego miejsca siedząc na skraju materaca. Spojrzałam na niego zaciekawiona tym, dlaczego mi pomaga. Przecież nie oferowałam mu nic w zamian…
   - Jak się czujesz? – Jego głos zabrzmiał łagodnie i kojąco, niestety jego zapach był inną sprawą. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale byłam pewna, że zapach Doriana tylko pogarsza sprawę. – Może powinienem wezwać lekarza? – Jego pytanie natychmiast mnie zaalarmowało.
   - Nie! – Zareagowałam może zbyt gwałtownie sądząc po jego minie. – To znaczy nie sądzę, aby to było konieczne.
   Dorian patrzył na mnie uważnie przez kilka sekund. Jego niesamowite oczy zdawały się docierać do mojego wnętrza. Zmusiły mnie do odwrócenia wzroku. Nie rozumiałam, co takiego jest w tym chłopaku wyjątkowego. Co sprawia, że nie mogę o nim zapomnieć, nabrać do niego dystansu.
   - Co przede mną ukrywasz Rose? – Łagodny głos nasiąknięty prośbą… Prośbą o szczerość, zaufanie. Ja jednak nie wiedziałam, czy mogę jeszcze zaufać komukolwiek… Czy potrafię.
   - Coś, co powinno zostać tajemnicą – wyszeptałam cicho niemal wbrew sobie. Wiedziałam, że nie wolno powiedzieć mi prawdy temu chłopcu. A tym właśnie był chłopcem, dzieckiem. Musiałam wreszcie to pojąć i pokonać tą dziwną fascynacje nim.
   - Nie rozumiem tego. Wiem, że mnie nie znasz, ale możesz mi zaufać… Rose ja… - jego wypowiedź została jednak brutalnie przerwana przez atak kaszlu, który mnie dopadł. Zasłoniłam usta ręką a gdy ją zabrałam ujrzałam krew plamiącą mi palce.
    Dorian zerwał się z łóżka ze strachem wymalowanym na twarzy. Sięgnął ręką do kieszeni i wiedziałam, że zamierza zadzwonić do szpitala. Ja jednak nie mogłam mu na to pozwolić.
   Wyciągnęłam czystą rękę i złapałam go za dłoń. W momencie, w którym nasze palce się zetknęły przebiegł mnie potężny dreszcz pragnienia. Moje kły wysunęły się stając jeszcze dłuższymi. Oczy chłopaka rozszerzyły się nienaturalnie a on sam szybko cofnął dłoń.
   Poczułam jak kamienna pięść zaciska się wokół mojego serca niemal je miażdżąc. Dorian patrzył na mnie ze strachem a ja nie mogłam mu się dziwić.
   - Dorian – spróbowałam się podnieść, ale wtedy zaatakował mnie ból w brzuchu. Był na tyle silny, że skuliłam się na łóżku krzycząc. Chłopak podbiegł do mnie i objął silnym ramieniem.
   - Spokojnie. Oddychaj – jego głos był kojący. Uspokajał coś dzikiego zakopanego głęboko we mnie. Nieświadomie przytuliłam się do niego zaciskając zęby by powstrzymać kolejny krzyk. Agonia rozchodziła się po mnie falami. – Rose, co się dzieje?
  - Nie wiem – moja odpowiedź brzmiała jak skrzek. Ledwo mogłam oddychać. Dorian delikatnie pomógł mi ułożyć się na łóżku a potem sam położył się przy mnie. Głaskał mnie po włosach z zadziwiającą czułością. Całe moje ciało przeszywał ból. Skuliłam się przy Dorianie i modliłam, aby to wszystko wreszcie się skończyło.
   Opiekuńcze ramiona przyciskały mnie do silnej klatki piersiowej nastolatka siedzącego przy mnie. Jego ciepłe ciało pomagało mi to wytrzymać. Po pewnym czasie, który zdawał się być wiecznością ból osłabł, aby w końcu całkiem zniknąć.
   Leżałam nieruchomo jeszcze kilka sekund nie chcąc utracić ciepła ciała przyciśniętego do mnie. Westchnęłam cicho i powoli odsunęłam się od niego. Przez cały czas czułam jego uważne spojrzenie na sobie, ja jednak nie miałam siły by unieść wzrok.
   - Czym ty jesteś Rose? – Cisze przerwało pytanie wypowiedziane cichym spokojnym głosem.
   - Nie chcesz wiedzieć. Uwierz mi – podniosłam wzrok i spojrzałam w te niesamowite, niebieskie oczy. Chciałam by zrezygnował, aby przestał i po prostu odszedł.
   - Rose. Ja rozumiem, że może być ci ciężko mi zaufać ale…
   - Rozumiesz?! – Krzyknęłam w przypływie nagłej napełnionej goryczą złości. – Nie masz o niczym pojęcia! Co ty możesz wiedzieć? Jesteś tylko dzieckiem!
   - Mylisz się. Może i jestem młody, ale mam już siedemnaście lat i na pewno nie jestem dzieckiem! – Jego policzki zaróżowiły się z emocji. Wyglądał tak ludzko, tak niewinnie…
   - Siedemnaście – pozwoliłam by w moim głosie pokazała się kpina. Musiałam go jakoś zniechęcić, sprawić, aby mnie zostawił w spokoju. – Co to jest?! Ja mam ponad tysiąc lat! – Krzyk przepełniony żalem i bólem wyrwał się z mojej piersi. – Widziałam jak upadali wielcy królowie Dorianie. Żyłam wieki i widziałam jak setki bliskich mi osób starzeje się i umiera. Czy możesz sobie coś takiego wyobrazić? – Zmęczona ukryłam twarz w dłoniach. Nie chciałam na niego patrzeć, nie potrafiłam.
   W pokoju panowała cisza mącona tylko naszymi oddechami. Po czasie, który mógłby być wiecznością poczułam silną dłoń na swoim ramieniu. Zdziwiona uniosłam głowę i ujrzałam zatroskaną twarz Doriana.
   - Musiałaś bardzo cierpieć – jego głos był ciepły, kojący. Był balsamem na moją zranioną duszę. – Rose powiedz mi… Jak to możliwe, że żyłaś tak długo? Czym jesteś?
   Przez dłuższą chwilę po prostu na niego patrzyłam. Sądziłam, że wyjdzie z pokoju jak usłyszy ile mam lat i że nie jestem zwykłym człowiekiem. Jednak on klęczał tutaj przede mną z dłonią na moim ramieniu i oczami utkwionymi w mojej twarzy.
   - Potworem – wyszeptałam określenie, którego użył w stosunku do mnie Tomas. – Jestem wampirem…
   - Nieprawda – odezwał się znów mnie zaskakując. – Nawet, jeśli to prawda i jesteś wampirem. To wcale nie oznacza, że jesteś potworem. Gdybyś naprawdę nim była już byłbym martwy – wzdrygnęłam się na myśl o jego ciele leżącym nieruchomo na podłodze, nieżywym.
   - Nie wiesz, co robiłam kiedyś… Nie znasz mnie.
   - Nie – zgodził się ze mną. – Ale chcę cię poznać.
   - Nawet, jeśli to niebezpieczne?
   - Tak – w jego głosie na próżno szukać było wahania. – I Rose, co się dzisiaj z tobą stało? Dlaczego tak cierpiałaś?
   - Mówiłam prawdę Dorian… Nie wiem.
   - Więc się tego dowiemy.

Pozdrawiam Sienna M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz