Rozdział 1
Jechałam ulicami miasta w stronę liceum, do
którego się zapisałam. Wiedziałam, że dzięki temu wtopię się w tłum uczniów i
nikt ważny nie zauważy mojej obecności. W oddali widziałam już durzy budynek szkoły. I
na ten widok naszły mnie wspomnienia. Mój pierwszy raz w szkole w Angli… I to
jak dawniej kobiety nie musiały w ogóle uczęszczać do takich placówek. Dawniej
liczyło się tylko to czy dama umie się zachować w towarzystwie, czy potrafi
wyszywać i wie jak się zachować jak przystało na panią domu. Nie ważne było
wykształcenie kobiety. Tylko mężczyźni mieli przywilej zdobywania wiedzy. Tak
naprawdę przez bardzo długi czas kobieta była traktowana jak przedmiot. Choć w
niektórych kulturach kobiety były niezwykle cenione… Uśmiechnęłam się do
wspomnień. Nie wszystkie były złe, choć tylko mała część nie napawała mnie
drżeniem.
Wjechałam
na szkolny parking i od razu zauważyłam, że mój samochód wywołał małą sensacje.
Wiedziałam, że uczniowie nie widują tutaj często takich samochodów. Bo choć
Jackson nie było biednym miastem nie było tutaj wielu naprawdę zamożnych ludzi.
Zaparkowałam i nieśpiesznie wysiadłam z
samochodu. Wzięłam torbę z książkami leżącą dotychczas na siedzeniu pasażera i
ruszyłam powoli w stronę drzwi. Weszłam do zatłoczonego już budynku i
skierowałam się prosto do sekretariatu po swój plan zajęć. Przekroczyłam próg drzwi
z ciemnego drewna i znalazłam się w ładnym, schludnie urządzonym gabinecie. Za
biurkiem siedziała pulchna kobieta w średnim wieku. Od razu wiedziałam, że jest
typem kobiety, która co niedziela chodzi do kościoła i chętnie pomaga innym.
Spojrzała na mnie znad okularów i uśmiechnęła się wesoło.
- Ty pewnie jesteś Rose – powiedziała
ciepłym i życzliwym głosem. – Zaraz podam Ci plan zajęć. – Zaczęła grzebać w
szufladach biurka mamrocząc pod nosem, że zawsze nie ma czasu w nich poukładać.
Po chwili wyciągnęła w moją stronę małą kartkę papieru.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do kobiety
uważając, aby nie zauważyła moich kłów.
Zaraz
potem będąc już na korytarzu zerknęłam na plan, który ściskałam w ręce. Jako
pierwszą miałam chemię w sali 13. Szybko ruszyłam w jej stronę wiedząc, że za
chwilę zacznie się lekcja. Idąc korytarzem mijałam gabloty z licznymi pucharami
za osiągnięcia sportowe i zdjęcia zasłużonych uczniów. Byli wśród nich geniusze
i sportowcy jak i ci utalentowani w kierunku artystycznym.
Przystanęłam na dłużej przed jednym ze
zdjęć. Przedstawiało ono przystojnego mniej więcej szesnastoletniego chłopaka o
blond czuprynie i pięknych niebieskich oczach. Jego zmysłowe usta były wygięte
w szerokim uśmiechu tryumfu a w rękach trzymał powód tego uśmiechu i błysku w
oczach, wielki złoty puchar świadczący o sukcesie. Jeszcze przez chwilę stałam
patrząc na zdjęcie, po czym dalej ruszyłam korytarzem.
W końcu
dotarłam do sali, w której miałam lekcje. Nauczyciela jeszcze nie było, o co
zresztą wcale się nie martwiłam. Wiedziałam, że zdążę bez najmniejszych
problemów. Przekroczyłam próg pomieszczenia i rozejrzałam się ciekawie. Cały
pokój był pomalowany na biało, a z przodu klasy na podwyższeniu stało solidne
biurko. Na nim z kolei stały najróżniejsze pomoce naukowe od zwykłych probówek
po zaawansowane technicznie przyrządy. W całej Sali było ze dwadzieścia ławek a
na każdej stał jeden mikroskop. Na zajęcia przyszło już sporo uczniów i wielu
przyglądało mi się z ciekawością. Ja jednak zignorowałam ich spojrzenia i z
torbą przewieszoną przez ramię ruszyłam do ławki na samym końcu.
Wsunęłam się na miejsce akurat w momencie,
gdy wszedł nauczyciel. Był on mężczyzną w średnim wieku z włosami
przyprószonymi siwizną. W rękach trzymał podręcznik i plik kartek, na których
zapewne były notatki. Wiedziałam z planu lekcji, że nazywa się Albert Philips.
Ułożył schludnie kartki i książkę na biurku i odwrócił się przodem do uczniów.
- Dzień dobry moi drodzy – odezwał się
skrzekliwym głosem. – Dziś jest nasza pierwsza lekcja w tym roku i od razu
uprzedzam, że nie będzie tak łatwo jak dawniej. Teraz będziecie musieli się
naprawdę postarać, aby uzyskać przyzwoite stopnie.
Po klasie rozległ się zbiorowy jęk.
Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl, że ci biedni ludzie martwią się tylko o to
czy uda im się zdobyć zadowalające oceny. Ja przez lata miałam o wiele większe
zmartwienia niż nauka. Chociaż w ostatnich latach bardzo uzupełniłam swe braki
w wiedzy to nie znaczy, że kiedyś nie martwiłabym się na ich miejscu. Dla nas
wampirów zdobywanie nowych umiejętności i wiedzy nie stanowiło najmniejszego
problemu. Musieliśmy szybko się uczyć, aby się przystosować, więc naukę z wielu
wieków potrafiłam przyswoić w kilka tygodni. Choć oczywiście dawniej byłam na
bieżąco z wynalazkami i odkryciami to nie przykładałam do nich zbyt wiele
uwagi. Dopiero kilka lat temu odkryłam w sobie zamiłowanie do nauki oraz
książek.
Moje rozmyślenia przerwało gwałtowne
otwarcie się drzwi. Do środka wpadła niska rudowłosa dziewczyna. Rozejrzała się
po pomieszczeniu i jęknęła zauważając, że nauczyciel już się zjawił.
- Panna Jons jak miło, że zaszczyciła nas
pani swoją obecnością – powiedział zgrzytliwie profesor.
- Przepraszam Pana! Zaspałam i przez to nie
zdążyłam dojechać na czas… - tłumaczyła się gorączkowo dziewczyna. – To się więcej nie powtórzy –
obiecała.
- Mam nadzieję – odparł surowo.
Dziewczyna szybko wsunęła się w pustą ławkę
stojącą tuż obok mnie. Siadając spojrzała na mnie ciekawie jak z resztą każdy w
tej placówce. Uśmiechnęła się do mnie ukazując rząd śnieżnobiałych równych
zębów. Odpowiedziałam lekkim uniesieniem kącików ust. Nie zamierzałam zawierać
tutaj nowych znajomości. Wiedziałam, że to nie miałoby sensu gdyż ja w pewnym
momencie będę musiała zniknąć z życia tych wszystkich osób bezpowrotnie. Poza
tym wolałam nikogo nie narażać, bo choć Sergius nie żyje to nie znaczyło, że
nie miałam już żadnych wrogów.
Przez resztę lekcji jednym uchem słuchałam
słów nauczyciela a resztę mojej uwagi pochłaniały wspomnienia…
Stałam przed oknie i patrzyłam na jadące drogami w oddali konie, i powozy. Wszyscy
się gdzieś spieszyli zamiast zwolnić, choć na chwilę i przyjrzeć się mijanym
scenerią. Wielkie zamki w oddali pastwiska i góry na choryzoncie...
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i z uśmiechem na ustach odwróciłam
się do Sergiusa. Był ucieleśnieniem kobiecych marzeń. Wysoki i umięśniony o stalowo niebieskich
oczach pod wysokim czołem, twarda szczęka zdradzała upór i determinację.
Wiedziałam, że sama wyglądam pięknie w jasnobłękitnej sukni z włosami koloru
czekolady upiętymi wysoko na głowie.
- Witaj moja pani – rozległ się głęboki głos. – Mam nadzieję, że miło
spędziłaś czas pod moją nieobecność?
- Owszem, ale mogłoby być o wiele lepiej gdybyś mi towarzyszył –
odpowiedziałam patrząc na niego z uwielbieniem.
Sergius podszedł do mnie i wziął mnie w
ramiona a ja wdzięczna oparłam się o niego. Wiedziałam, że nie był dobrą osobą,
ale ja go uwielbiałam…
Potrząsnęłam głową chcąc pozbyć się
natrętnych wspomnień, które nie dawały mi spokoju już od tygodni. Nie wiedziałam,
czemu ostatnio stały się tak dokuczliwe. Świadomość, że kiedykolwiek mogłam
kochać takiego potwora napawała mnie obrzydzeniem do samej siebie.
Wreszcie lekcja dobiegła końca i wszyscy
ruszyli do wyjścia. Czekałam aż większość opuści klasę i dopiero wtedy wzięłam
torbę na ramię i powoli ruszyłam w stronę drzwi.
- Hej zaczekaj! – Usłyszałam głos dziewczyny, która się spóźniła.
- Hej zaczekaj! – Usłyszałam głos dziewczyny, która się spóźniła.
Obejrzałam się przez ramię i ujrzałam
rudowłosą zbliżającą się do mnie w szerokim uśmiechem na twarzy w kształcie
serca.
- Cześć – powiedziała, gdy się zrównałyśmy.
– Jestem Sara a ty pewnie jesteś Rose – a gdy skinęłam tylko głową
kontynuowała. – Wiesz skoro jesteś tu nowa to pewnie potrzebujesz kogoś, kto
cię oprowadzi a wiem, że teraz masz
wolną godzinę.- Spojrzałam na dziewczynę a widząc nadzieję na jej twarzy po
prostu nie mogłam jej odmówić, mimo że nie miałam najmniejszej ochoty na żadne
oprowadzanie, lecz skinęłam głową i pozwoliłam się jej poprowadzić.
Szłyśmy korytarzami a Sara mówiła gdzie
jest, jaka sala i gdzie jest stołówka. Wyszłyśmy na zewnątrz i od razu zostałam
skierowana w stronę widocznego w pewnej odległości od nas boiska do footballu.
Nawet z tej odległości widziałam postacie poruszające się po boisku, co
świadczyło o odbywającym się właśnie treningu. Sara w miarę zbliżania się do
boiska stawała się coraz bardziej podekscytowana.
- Ciekawe czy Dorian jest dziś na treningu…
- mruczała do siebie. – Jest taki przystojny – westchnienie.
Spojrzałam zaciekawiona na moją towarzyszkę
a ta widząc moje spojrzenie zarumieniła się po koniuszki włosów. Było to na
swój niewinny sposób urocze. Uśmiechnęła się speszona.
- Przepraszam pewnie wydaję ci się jakąś
idiotką… Ciągle mówię i jestem taka zdenerwowana a ty… - spojrzała na mnie z
czymś w rodzaju podziwu. – Jesteś taka spokojna i cicha. Ludzie ciągle mi
powtarzają, że za dużo mówię i jestem wkurzająca.
- Wcale nie – słowa ku mojemu zdumieniu same
wypłynęły mi z ust. – Miło mieć kogoś, kto jest taki żywiołowy. Od dawna
spędzam czas z samymi ponurakami, więc to miła odmiana – uśmiechnęłam się do
niej podnosząc kąciki ust.
- Naprawdę? – Sara wyglądała jak dziecko, które pod
choinkę dostało wymarzony prezent. Znów się do mnie uśmiechnęła i szybko
poprowadziła dalej.
Gdy dotarłyśmy na skraj murawy mecz
treningowy trwał w najlepsze. Walka była zacięta i widać było, że choć to nie
prawdziwy mecz to obie drużyny chcą wygrać. Zawodnicy byli zawzięci a niektórzy
nawet brutalni. Oglądałam mecz z prawdziwym zainteresowaniem. Rzadko zdarzało
mi się oglądać coś takiego. Nim się zorientowałam mecz się skończył i rozległ
się gwizdek trenera oznajmiający koniec zajęć. Wygrani klepali się po plecach i
śmiali radośnie natomiast ci drudzy marudzili i obiecywali zemstę.
Nagle jeden chłopak odłączył się od reszty i
ruszył prosto w naszą stronę. Kątem oka zauważyłam, że radosny uśmiech
dziewczyny obok mnie jeszcze się poszerza. Poza tym wyczułam zapach jej
szczęścia wiszący w powietrzu. Już po chwili domyśliłam się, że idący do nas
zawodnik to Dorian, o którym mówiła z takim entuzjazmem Sara. Gdy do nas
podszedł zdjął kask i moim oczą ukazała się jego twarz… Jasne włosy i
niebieskie jak niebo w bezchmurny dzień oczy to wszystko co z początku
zauważyłam. Potem doszły zmysłowe usta i zacięta szczęka. Jego zapach był następnym
co zauważyłam, mieszanka igieł sosnowych i zdecydowanego męskiego piżma. Zszokowana
rozpoznałam w nim chłopaka ze zdjęcia.
- Cześć Saro – chłopak uśmiechnął się do
dziewczyny. – Przedstawisz mnie swojej koleżance?
- Cześć Dorian… - powiedziała cicho Sara a
potem zwróciła się do mnie – Rose to jest Dorian. Dorianie to Rose – dokonała
pośpiesznie prezentacji.
Spojrzałam znów na Doriana i poczułam jak
serce bije mi szybciej. Wyciągnęłam rękę i uścisnęłam jego już wyciągniętą
dłoń. Uśmiechnął się do mnie a żołądek fiknął mi koziołka. Nie rozumiałam, co
się ze mną dzieje… Od lat szczyciłam się opanowaniem i takie zachowanie mojego
ciała z powodu jednego chłopaka było po prostu szokujące!
- Miło mi cię poznać Rose – powiedział
patrząc mi głęboko w oczy.
Doczytałam... (jejj) postac Rose jest dosc nie typowa, opanowana, lecz zaskakujaca. Jednak nie dokońa potrafie sobie wyobrazic Sare. Nie rozumiem ciut jednej rzeczy, tyle trudnych slow piszesz perfekcyjnie, ale "durzy budynek..." to cos nie koniecznie mi pasuje ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na NEXT
Jesteś na prawdę dobra! Na początku troszkę zajechało mi zmierzchem :( Ale mam nadzieję, że się na nim nie wzorujesz :P Popieram komentarz powyżej, piszesz tyle trudnych słów a ten malutki błąd na prawdę się gryzie. No nic, czekam na następny rozdział ^^
OdpowiedzUsuńps. Tak jak napisałam, bardzo mnie zaciekawiłaś i piszesz na prawdę świetnie, dlatego nominuje Cię do Liebster Award. Szczegóły tutaj: http://bling-shinee.blogspot.com/2014/04/nominacje.html
Nie... :D Nie wzorowałam się na Zmierzchu. Co prawda to od niego zaczęła się moja przygoda z fantastyką, ale nie. Nie lubię brać pomysłów od innego autora. Wolę tworzyć sama. Postacie, które powoli się wyłaniają wraz z akcją. Ich charaktery, wady i zalety. :) Dziękuję za nominację!!!
UsuńPozdrawiam Sienna M.
Jest okej, jak na początek, ale ludzie, co wy macie za manię z tymi zdaniami pojedynczymi? Serio, dziwnie się czyta coś takie, przynajmniej mi, powinno być więcej rozwinięć, bo inaczej czuję się, jakby bohaterka co chwilę miała zawiasa. Nie wiem, czy to tylko takie moje irracjonalne stwierdzenie, ale często widzę własnie zbyt wiele pojedynczych zdań na blogach z opowiadaniami i mnie to niemiłosiernie denerwuje. No brr, mam nadzieję, że nie zniechęciłam ^^
OdpowiedzUsuń