wtorek, 27 maja 2014

Rozdział2



Rozdział 2

   Patrzyłam na chłopaka stojącego przede mną czując jak wszystko we mnie się napina. Nie wiedziałam, co się dzieje i szczerze chyba nie chciałam wiedzieć. Sara uśmiechając się radośnie paplała nie zauważając napięcia, jakie się wytworzyło pomiędzy mną a Dorianem.  Mówiła radośnie o swoich planach na najbliższe dni i o tym, że nie może się doczekać zbliżających się rozgrywek.
   - Jestem pewna, że w tym roku znów wygracie – oznajmiła patrząc z uwielbieniem na chłopaka.
   - Mam taką nadzieję- odparł ten z rozbrajającym uśmiechem.
   - Wiesz odkąd ty wstąpiłeś do drużyny nasza szkoła jest niepokonana – chwaliła dalej dziewczyna.
   Dorian był wyraźnie zakłopotany. Spojrzał na mnie jakby szukając ratunku, ale ja nie zdążyłam nawet uchylić ust a zatonęłam w głębi jego niesamowitych oczu. Patrzyłam na niego nie mogąc skleć jednej sensownej myśli. Czułam, że serce zaczęło szybciej mi bić jeszcze szybciej a krew krążyć w żyłach. Uśmiechnął się do mnie a pode mną niemalże ugięły się kolana. W tym uśmiechu było coś niesamowitego… Coś innego.
   - Czemu mam wrażenie, że jestem tutaj niepotrzebna? – Zadała pytanie wyraźnie poirytowana Sara, przy czym spojrzała na mnie z wrzutem w oczach.
   Ja i Dorian szybko odwróciliśmy od siebie wzrok jakbyśmy zrobili coś złego. Chłopak odchrząknął z zakłopotaniem.
   - Muszę iść pod prysznic – oznajmił i szybko się ulotnił nie patrząc na koleżankę. Gdy tylko znikną nam z oczu Sara przystąpiła do ataku.
   - Co to miało być – warknęła – wiesz, że on mi się podoba!
   - Ja nic nie zrobiłam – oznajmiłam spokojnie.
   - Nic?! Patrzyłaś się na niego jak na deser! Zresztą on patrzył podobnie – powiedziała i wyraźnie posmutniała.
   - Hej… Spokojnie nie jestem nim zainteresowana – a gdy spojrzała na mnie sceptycznie dodałam – dobrze spodobał mi się, ale to nie znaczy, że zamierzam się za nim uganiać albo coś…
   - Naprawdę? – Zapytała z uśmiechem i nadzieją widoczną na twarzy.
   - Tak, naprawdę – powiedziałam nie będąc pewna czy rzeczywiście nie zamierzałam się za nim uganiać. NIE! Powiedziałam sobie stanowczo. Nie wolno ci z nikim się wiązać tylko skrzywdzisz siebie i jego…
   Pożegnałam się z nową koleżanką i ruszyłam w stronę budynku liceum na swoją kolejną lekcję. Mijałam starannie przycięte trawniki i wypielone kwiaty. A gdy weszłam do środka natychmiast przytłoczył mnie hałas panujący dookoła. Trzaskały drzwiczki od szafek a uczniowie przekrzykiwali się nawzajem. Dla moich wrażliwych uszu była to prawdziwa tortura. Zaczęłam iść do mojej szafki by wymienić książki i pójść na zajęcia. Otworzyłam małe metalowe drzwiczki i zerknęłam na plan lekcji w mojej dłoni by sprawdzić, jaki podręcznik muszę zabrać. Widząc, że mam teraz historię szybko wzięłam książkę i zamknęłam szafkę.
   Po niedługim czasie, lecz z małym problemem znalazłam odpowiednią salę. Weszłam do już całkowicie wypełnionego pomieszczenia i zaczęłam wzrokiem szukać wolnego miejsca. Odnalazłam ławkę, przy której stało jeszcze jedno wolne krzesło, lecz na drugim siedział nie, kto inny jak Dorian. Jak gdyby czując na sobie mój wzrok uniósł spuszczoną do tej pory głowę i spojrzał na mnie, a na jego przystojnej twarzy pojawił się uśmiech. Moje nogi jakby same poniosły mnie w jego stronę i nim się obejrzałam stałam przy nim.
   - Hej – odezwałam się lekko zakłopotana, za co się w duchu natychmiast zbeształam.
   - Cześć – odparł a potem gestem poprosił abym usiadła na wolnym miejscu. – Cieszę się, że mamy razem lekcję… Będziemy mogli się lepiej poznać.
   - Jasne – mruknęłam uciekając od niego wzrokiem gdyż myśl, że tak naprawdę nigdy mnie nie pozna sprawiła mi jakiś niezrozumiały ból. Dorian spojrzał na mnie zaciekawiony moim nagłym milczeniem. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i spojrzałam na wchodzącą właśnie do klasy nauczycielkę. Była modą kobietą świeżo po trzydziestce z prostymi blond włosami do ramion. Spojrzała na klasę i po przywitaniu szybko przeszła do tematu.
   Sama nie zwracałam najmniejszej uwagi na to, co mówi. Rozpraszał mnie nastolatek siedzący obok mnie. Nie rozumiałam swojego zachowania, nigdy nie działo się ze mną coś takiego. Zawsze nad sobą panowałam. Myślałam tylko o tym, aby wreszcie zadzwonił dzwonek i abym mogła uwolnić się od rozstrajającego mnie towarzystwa. Jakby na moje życzenie rozległ się upragniony dźwięk dzwonka. Szybko podniosłam się z krzesła i zebrałam swoje rzeczy. Nie odwracając się za siebie wyszłam na korytarz z torbą przewieszoną przez ramię.
   - Zaczekaj! – Usłyszałam za sobą wołanie. Dorian zrównał się ze mną i spojrzał na mnie kątem oka. – Co się stało? Na lekcji nie zwracałaś na mnie najmniejszej uwagi i nie mów, że skupiałaś się na tym, co mówiła profesor bo wiem, że to nieprawda – dodał na koniec z rozbrajającym uśmiechem, który jednak zniknął gdy nie odezwałam się słowem. – Obraziłem cię czymś?
   Spojrzałam na niego z westchnieniem zanim odpowiedziałam:
   - Nie.
   - Nie jesteś zbyt rozmowna prawda? – A kiedy skinęłam tylko głową roześmiał się serdecznie sprawiając, że kilka dziewczyn spojrzało na nas i już po chwili czułam ich jadowite spojrzenia na swoich plecach.
   Nie zwracając na nic uwagi podeszłam do swojej szafki w dalszym ciągu starając się zignorować chłopaka. Nie chciałam nawet dać sobie szansy na związanie się z nim lub z kimkolwiek innym. Odłożyłam niepotrzebne książki i skierowałam się w stronę sali, w której miałam następne lekcje. Dorian zrezygnował, gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający, że trzeba iść do klasy i ruszył w stronę własnej szafki.
   Reszta dnia minęła mi spokojnie i nim się zorientowałam siedziałam w samochodzie wracając do domu. Skupiona na drodze nawet nie zauważyłam, kiedy znów dopadły mnie wspomnienia…
   Stałam na polu usianym ciałami martwych żołnierzy. Niektórzy z nich jeszcze ściskali swe miecze jakby nie mogli się zdobyć by je puścić jakby były tym, co trzyma ich na tym świecie. Wielu patrzyło w przestrzeń szeroko otwartymi oczami zdziwieni, że zostali pokonani. Wśród martwych słychać jednak było jęki tych, którzy nadal żyli. To właśnie z ich powodu znaleźliśmy się tutaj. Sergius i ja wiedzieliśmy, że czeka nas łatwy posiłek. Podeszłam do najbliżej znajdującego się niedobitka i z uśmiechem nachyliłam się nad nim. Spojrzał na mnie z nadzieją w orzechowych oczach. Wiedziałam, że liczy na pomoc. Był młodym przystojnym mężczyzną. Spojrzałam w te niesamowite oczy i dostrzegłam w nich dobro. Właśnie w tamtym momencie znów ogarnęły mnie wątpliwości. Wreszcie do mnie dotarło, jaka się stałam pod wpływem mojego stworzyciela. Żyłam w złudnej iluzji miłości do niego, bo tak było prościej. Nie pozwalałam sobie na wyrzuty sumienia i uciekałam przed konsekwencjami swoich czynów.
   Przypomniałam sobie te chwile, gdy ogarniały mnie wątpliwości. Dziewczyna w Francji… biedna i niewinna nie chciała zgodzić się na to, co kazał jej zrobić Sergius i przypłaciła za to życiem. Zabił ją tylko, dlatego, że go zdenerwowała. Para kochanków we Włoszech, którą przyłapał w naszym pokoju w gospodzie… Zabijał z byle kaprysu a ja nie robiłam nic by go powstrzymać… Rzeź całej wioski tylko dla tego, że znudził się monotonią życia. Poczułam wstręt do siebie jak i do niego. Natchniona tą wiedzą znów spojrzałam na wojaka pode mną. Jego zbroja była powgniatana w wielu miejscach.
   - Anioł… - wyszeptał chrapliwie i uśmiechnął się lekko, z wysiłkiem.
   Nawet nie wiedział jak się mylił. Jednak patrząc na niego nie mogłam go tak zostawić. Przecież to właśnie jemu zawdzięczałam to, że dostrzegłam prawdę. Mimo głodu, jaki czułam zacisnęłam zęby i wzięłam jego ciało w ramiona. Rozejrzałam się w około i zauważyłam mego towarzysza pochylonego nad swoją ofiarą. Biorąc głęboki wdech przesycony zapachem krwi mężczyzny w mych ramionach, co sił pognałam w ciemność…
   Otrząsnęłam się z niemiłych wspomnień i znów skupiłam na drodze przede mną. Byłam już prawie na miejscu. Dom, który kupiłam znajdował się już w zasięgu wzroku. Zaparkowałam na podjeździe i wysiadłam z samochodu. Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła. Zostało jeszcze kilka pudeł do rozpakowania, więc postanowiłam się tym zająć jak najszybciej.
   Rozpakowywałam każde pudło a rzeczy, które z nich wyjmowałam ustawiałam na podłodze przy mnie.  Były to przede wszystkim książki zebrane na przestrzeni wieków te wzięłam na ręce i zaniosłam do biblioteki. Było to duże pomieszczenie urządzone w odcieniach brązu. Pod ścianami stały sięgające sufitu regały a przed wielkim oknem wychodzącym na ogród za domem i las dalej stało mahoniowe antyczne biurko. I wielki skurzany fotel. Na podłodze znajdował się ręcznie tkany perski dywan. A przed marmurowym kominkiem stały brązowe wygodne fotele.
   Podeszłam do jednego z regałów i zaczęłam ustawiać na nim stare księgi. Były tam jedne z najznamienitszych dzieł literackich na przestrzeni wieków. Prawie wszystkie regały były już zapełnione. Na każdym znajdowały się księgi z danego wieku. Od pierwszych ręcznie pisanych ksiąg do pierwszych z drukowanych książek i tych nowych. Tylko jeden z tych regałów był wypełniony książkami z różnych epok. Całe rzędy wypełnione książkami z stronami zapisanymi moim odręcznym pismem… Całe półki zapełnione spisaną historią mojego długiego życia.
   Z westchnieniem odwróciłam się od tego danego mebla i wróciłam do salonu. Gdy pudła zniknęły wreszcie można było naprawdę dojrzeć jego wystrój. Ściany pokryte kremową tapetą, kolejny kominek a przed nim wygodna kanapa. Pod ścianami były komody z przeszklonymi drzwiami ukazującymi półki wypełnione pamiątkami z przeszłości. Były tam porcelanowe figurki, ręcznie strugane malutkie rzeźby i wykonane z brązu ozdoby… Stare szkatułki wypełnione ręcznie robioną biżuteria z czasów starożytności, średniowiecza jak i tych teraźniejszych. Podeszłam do jednej z komód i wyjęłam z pięknej szkatułki ozdobionej ręcznie robionymi zdobieniami z masy perłowej w środku wyłożonej jedwabiem najcenniejszą z pamiątek… Był to pierścień z brązu kiedyś pozłacanego, lecz z czasem wytarł się i stracił swoją barwę.  Ostatnia pamiątka z mojego ludzkiego życia.
   Pamiętam drwiny Sergiusa pod adresem mojej kolekcji… Zawsze odnosił się do niej z pogardą i narzekał, że musimy przez to targać jeszcze więcej śmieci.
   - Naprawdę nie rozumiem, po co ci te rupiecie – odezwał się po raz kolejny patrząc jak pakuję księgi i pamiątki do kufrów.
   - Mówiłam ci już wiele razy – odparłam spokojnie. – Lubię pamiątki.
   Prychnął tylko i odwróciwszy się na pięcie wyszedł z mojego pokoju. Później jeszcze wiele razy powracaliśmy do tej rozmowy.
   Schowałam ozdobę z powrotem i włożyłam szkatułkę do komody. Podeszłam do okna wychodzącego na ulicę i dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak późna była godzina. Na zewnątrz było już ciemno. Wiedziałam, że już czas abym udała się na polowanie. Jak każdy wampir musiałam pić krew każdego dnia wiek nie grał tutaj roli. Ruszyłam do ciemnego przedpokoju i szybko włożyłam adidasy i czarną skurzaną kurtkę. Złapałam klucze z szafki pod ścianą i wychodząc zamknęłam drzwi.
   Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku wyjazdu z miasta. Jadąc mijałam domy, w których nadal pozapalane były światła a z środka słychać było rozmowy i śmiech. Jechałam ulicami w milczeniu skupiona na drodze przede mną. W końcu dotarłam pod las i wysiadłam z auta.
   Wzięłam głęboki wdech świeżego powietrza. Zapachy i odgłosy otaczały mnie z każdej strony. Pohukiwanie sowy, pisk myszy i złamana przez sarnę gałązka. Zapach krwi tych wszystkich zwierząt sprawił, że moje kły wysunęły się z dziąseł stając się jeszcze dłuższe. Wzięłam kolejny wdech i szybko upatrzyłam sobie swoją ofiarę: młodą sarnę stojącą nad strumieniem kilkaset metrów dalej. Wiedząc już, na co poluję ruszyłam w tamtą stronę z zawrotną prędkością. Otoczenie zaczęło zlewać się w jedną plamę kolorów. Ja jednak wcale się tym nie przejmowałam pozwoliłam by instynkt działał i prowadził mnie ku ofierze. Przeskakiwałam nad powalonymi drzewami bez najmniejszego wysiłku. Dostrzegłam sarnę na długo zanim ona dostrzegła mnie zdążyła tylko na mnie spojrzeć swymi rozszerzonymi ze strachu oczyma i już ją dopadłam. Przygniotłam ją do ziemi i nie zwlekając zatopiłam kły w jej szyi. Przez chwilę jeszcze się szarpała zanim jej ciało znieruchomiało. Po chwili było po wszystkim, wyciągnęłam z niej kły i oblizałam usta. Może ta krew nie była tak dobra jak ludzka, ale przynajmniej nie krzywdziłam ludzi.
   Nagle do moich nozdrzy dotarł dobrze mi znany zapach mokrej wilczej sierści i kory drzewnej: wilkołaki. Usłyszałam warczenie dobiegające z wszystkich stron. Oznaczało to tylko jedno - otoczyli mnie. Byłam wściekła na siebie za nieuwagę. Powoli wstałam z ziemi i rozejrzałam się dookoła. Mniej więcej dwadzieścia wilków stało na polance przy strumyku i obnażając kły warczeli. Wśród nich był jednak jeden mężczyzna pod ludzką postacią. Natychmiast się domyśliłam, że jest on przywódcą. Patrzył na mnie twardym bezlitosnym wzrokiem.
   - Podaj mi jeden powód, dla którego nie miałbym kazać cię natychmiast zabić – jego głos był spokojny, ale twardy niczym stal.
   - Może, dlatego, że ja nie zrobiłam niczego złego? – Spytałam z sarkazmem.
   Ten prychnął i spojrzał na mnie niemalże z litością w złotych oczach. Był przystojnym mężczyzną po dwudziestce… Miał około dwóch metrów wzrostu i był dobrze zbudowany.
   - Czy ja wyglądam ci na głupka – warknął – myślisz, że nie wiem, co takie kreatury jak ty robią?! - Wiedziałam, że mam dwa wyjścia, albo przekonam ich, że nie stanowię zagorzenia, albo czeka mnie walka.  


_____________________________________

Cześć! Jak widać napisałam kolejny rozdział.... Za kilka dni pojawi się kolejny.
 Pozdrawiam Sienna M. 

5 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie piszesz :)
    Jak jakaś znana polonistka :)
    Zapraszam do mnie http://lukseer.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzę polskiego... :) Ale dzięki za miłe słowa.

      Usuń
  2. Krew buzuje, ale jest wampirem? Bo jest tak? :D Chyba że coś przeoczyłam. Nie no zawsze brakuje mi słów po przeczytaniu, ale na prawdę bardzo podobał mi się ten rozdział. Rose gra taką nie przystępną xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba. Co do tej uwagi to wszystko się wyjaśni w najbliższych rozdziałach. Poznamy trochę bliżej historię Rose i wampirów ogółem. :)

      Usuń
    2. już nie mogę się doczekać xDD

      Usuń