Rozdział 2
Patrzyłam na chłopaka stojącego przede mną
czując jak wszystko we mnie się napina. Nie wiedziałam, co się dzieje i
szczerze chyba nie chciałam wiedzieć. Sara uśmiechając się radośnie paplała nie
zauważając napięcia, jakie się wytworzyło pomiędzy mną a Dorianem. Mówiła radośnie o swoich planach na
najbliższe dni i o tym, że nie może się doczekać zbliżających się rozgrywek.
- Jestem pewna, że w tym roku znów wygracie
– oznajmiła patrząc z uwielbieniem na chłopaka.
- Mam taką nadzieję- odparł ten z
rozbrajającym uśmiechem.
- Wiesz odkąd ty wstąpiłeś do drużyny nasza
szkoła jest niepokonana – chwaliła dalej dziewczyna.
Dorian był wyraźnie zakłopotany. Spojrzał na
mnie jakby szukając ratunku, ale ja nie zdążyłam nawet uchylić ust a zatonęłam
w głębi jego niesamowitych oczu. Patrzyłam na niego nie mogąc skleć jednej
sensownej myśli. Czułam, że serce zaczęło szybciej mi bić jeszcze szybciej a
krew krążyć w żyłach. Uśmiechnął się do mnie a pode mną niemalże ugięły się
kolana. W tym uśmiechu było coś niesamowitego… Coś innego.
- Czemu mam wrażenie, że jestem tutaj
niepotrzebna? – Zadała pytanie wyraźnie poirytowana Sara, przy czym spojrzała
na mnie z wrzutem w oczach.
Ja i Dorian szybko odwróciliśmy od siebie
wzrok jakbyśmy zrobili coś złego. Chłopak odchrząknął z zakłopotaniem.
- Muszę iść pod prysznic – oznajmił i szybko
się ulotnił nie patrząc na koleżankę. Gdy tylko znikną nam z oczu Sara
przystąpiła do ataku.
- Co to miało być – warknęła – wiesz, że on
mi się podoba!
- Ja nic nie zrobiłam – oznajmiłam
spokojnie.
- Nic?! Patrzyłaś się na niego jak na deser!
Zresztą on patrzył podobnie – powiedziała i wyraźnie posmutniała.
- Hej… Spokojnie nie jestem nim
zainteresowana – a gdy spojrzała na mnie sceptycznie dodałam – dobrze spodobał
mi się, ale to nie znaczy, że zamierzam się za nim uganiać albo coś…
- Naprawdę? – Zapytała z uśmiechem i
nadzieją widoczną na twarzy.
- Tak, naprawdę – powiedziałam nie będąc
pewna czy rzeczywiście nie zamierzałam się za nim uganiać. NIE! Powiedziałam sobie stanowczo. Nie wolno ci z nikim
się wiązać tylko skrzywdzisz siebie i jego…
Pożegnałam się z nową koleżanką i ruszyłam w
stronę budynku liceum na swoją kolejną lekcję. Mijałam starannie przycięte
trawniki i wypielone kwiaty. A gdy weszłam do środka natychmiast przytłoczył
mnie hałas panujący dookoła. Trzaskały drzwiczki od szafek a uczniowie przekrzykiwali
się nawzajem. Dla moich wrażliwych uszu była to prawdziwa tortura. Zaczęłam iść
do mojej szafki by wymienić książki i pójść na zajęcia. Otworzyłam małe
metalowe drzwiczki i zerknęłam na plan lekcji w mojej dłoni by sprawdzić, jaki
podręcznik muszę zabrać. Widząc, że mam teraz historię szybko wzięłam książkę i
zamknęłam szafkę.
Po niedługim czasie, lecz z małym problemem
znalazłam odpowiednią salę. Weszłam do już całkowicie wypełnionego
pomieszczenia i zaczęłam wzrokiem szukać wolnego miejsca. Odnalazłam ławkę,
przy której stało jeszcze jedno wolne krzesło, lecz na drugim siedział nie, kto
inny jak Dorian. Jak gdyby czując na sobie mój wzrok uniósł spuszczoną do tej
pory głowę i spojrzał na mnie, a na jego przystojnej twarzy pojawił się uśmiech.
Moje nogi jakby same poniosły mnie w jego stronę i nim się obejrzałam stałam
przy nim.
- Hej – odezwałam się lekko zakłopotana, za
co się w duchu natychmiast zbeształam.
- Cześć – odparł a potem gestem poprosił
abym usiadła na wolnym miejscu. – Cieszę się, że mamy razem lekcję… Będziemy
mogli się lepiej poznać.
- Jasne – mruknęłam uciekając od niego
wzrokiem gdyż myśl, że tak naprawdę nigdy mnie nie pozna sprawiła mi jakiś
niezrozumiały ból. Dorian spojrzał na mnie zaciekawiony moim nagłym milczeniem.
Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i spojrzałam na wchodzącą właśnie do klasy
nauczycielkę. Była modą kobietą świeżo po trzydziestce z prostymi blond włosami
do ramion. Spojrzała na klasę i po przywitaniu szybko przeszła do tematu.
Sama nie zwracałam najmniejszej uwagi na to,
co mówi. Rozpraszał mnie nastolatek siedzący obok mnie. Nie rozumiałam swojego
zachowania, nigdy nie działo się ze mną coś takiego. Zawsze nad sobą panowałam.
Myślałam tylko o tym, aby wreszcie zadzwonił dzwonek i abym mogła uwolnić się
od rozstrajającego mnie towarzystwa. Jakby na moje życzenie rozległ się
upragniony dźwięk dzwonka. Szybko podniosłam się z krzesła i zebrałam swoje
rzeczy. Nie odwracając się za siebie wyszłam na korytarz z torbą przewieszoną
przez ramię.
- Zaczekaj! – Usłyszałam za sobą wołanie.
Dorian zrównał się ze mną i spojrzał na mnie kątem oka. – Co się stało? Na
lekcji nie zwracałaś na mnie najmniejszej uwagi i nie mów, że skupiałaś się na tym,
co mówiła profesor bo wiem, że to nieprawda – dodał na koniec z rozbrajającym
uśmiechem, który jednak zniknął gdy nie odezwałam się słowem. – Obraziłem cię
czymś?
Spojrzałam na niego z westchnieniem zanim odpowiedziałam:
- Nie.
- Nie jesteś zbyt rozmowna prawda? – A kiedy
skinęłam tylko głową roześmiał się serdecznie sprawiając, że kilka dziewczyn
spojrzało na nas i już po chwili czułam ich jadowite spojrzenia na swoich
plecach.
Nie zwracając na nic uwagi podeszłam do
swojej szafki w dalszym ciągu starając się zignorować chłopaka. Nie chciałam nawet
dać sobie szansy na związanie się z nim lub z kimkolwiek innym. Odłożyłam
niepotrzebne książki i skierowałam się w stronę sali, w której miałam następne
lekcje. Dorian zrezygnował, gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający, że trzeba iść
do klasy i ruszył w stronę własnej szafki.
Reszta dnia minęła mi spokojnie i nim się
zorientowałam siedziałam w samochodzie wracając do domu. Skupiona na drodze
nawet nie zauważyłam, kiedy znów dopadły mnie wspomnienia…
Stałam na polu usianym ciałami martwych żołnierzy. Niektórzy z nich
jeszcze ściskali swe miecze jakby nie mogli się zdobyć by je puścić jakby były
tym, co trzyma ich na tym świecie. Wielu patrzyło w przestrzeń szeroko
otwartymi oczami zdziwieni, że zostali pokonani. Wśród martwych słychać jednak
było jęki tych, którzy nadal żyli. To właśnie z ich powodu znaleźliśmy się
tutaj. Sergius i ja wiedzieliśmy, że czeka nas łatwy posiłek. Podeszłam do
najbliżej znajdującego się niedobitka i z uśmiechem nachyliłam się nad nim.
Spojrzał na mnie z nadzieją w orzechowych oczach. Wiedziałam, że liczy na
pomoc. Był młodym przystojnym mężczyzną. Spojrzałam w te niesamowite oczy i
dostrzegłam w nich dobro. Właśnie w tamtym momencie znów ogarnęły mnie
wątpliwości. Wreszcie do mnie dotarło, jaka się stałam pod wpływem mojego stworzyciela.
Żyłam w złudnej iluzji miłości do niego, bo tak było prościej. Nie pozwalałam
sobie na wyrzuty sumienia i uciekałam przed konsekwencjami swoich czynów.
Przypomniałam sobie te chwile, gdy ogarniały mnie wątpliwości.
Dziewczyna w Francji… biedna i niewinna nie chciała zgodzić się na to, co kazał
jej zrobić Sergius i przypłaciła za to życiem. Zabił ją tylko, dlatego, że go
zdenerwowała. Para kochanków we Włoszech, którą przyłapał w naszym pokoju w
gospodzie… Zabijał z byle kaprysu a ja nie robiłam nic by go powstrzymać… Rzeź
całej wioski tylko dla tego, że znudził się monotonią życia. Poczułam wstręt do
siebie jak i do niego. Natchniona tą wiedzą znów spojrzałam na wojaka pode mną.
Jego zbroja była powgniatana w wielu miejscach.
- Anioł… - wyszeptał chrapliwie i uśmiechnął się lekko, z wysiłkiem.
Nawet nie wiedział jak się mylił. Jednak patrząc na niego nie mogłam go
tak zostawić. Przecież to właśnie jemu zawdzięczałam to, że dostrzegłam prawdę.
Mimo głodu, jaki czułam zacisnęłam zęby i wzięłam jego ciało w ramiona.
Rozejrzałam się w około i zauważyłam mego towarzysza pochylonego nad swoją
ofiarą. Biorąc głęboki wdech przesycony zapachem krwi mężczyzny w mych
ramionach, co sił pognałam w ciemność…
Otrząsnęłam się z niemiłych wspomnień i znów
skupiłam na drodze przede mną. Byłam już prawie na miejscu. Dom, który kupiłam
znajdował się już w zasięgu wzroku. Zaparkowałam na podjeździe i wysiadłam z
samochodu. Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła. Zostało jeszcze kilka
pudeł do rozpakowania, więc postanowiłam się tym zająć jak najszybciej.
Rozpakowywałam każde pudło a rzeczy, które z
nich wyjmowałam ustawiałam na podłodze przy mnie. Były to przede wszystkim książki zebrane na
przestrzeni wieków te wzięłam na ręce i zaniosłam do biblioteki. Było to duże
pomieszczenie urządzone w odcieniach brązu. Pod ścianami stały sięgające sufitu
regały a przed wielkim oknem wychodzącym na ogród za domem i las dalej stało
mahoniowe antyczne biurko. I wielki skurzany fotel. Na podłodze znajdował się ręcznie
tkany perski dywan. A przed marmurowym kominkiem stały brązowe wygodne fotele.
Podeszłam do jednego z regałów i zaczęłam
ustawiać na nim stare księgi. Były tam jedne z najznamienitszych dzieł
literackich na przestrzeni wieków. Prawie wszystkie regały były już zapełnione.
Na każdym znajdowały się księgi z danego wieku. Od pierwszych ręcznie pisanych
ksiąg do pierwszych z drukowanych książek i tych nowych. Tylko jeden z tych
regałów był wypełniony książkami z różnych epok. Całe rzędy wypełnione książkami
z stronami zapisanymi moim odręcznym pismem… Całe półki zapełnione spisaną
historią mojego długiego życia.
Z westchnieniem odwróciłam się od tego
danego mebla i wróciłam do salonu. Gdy pudła zniknęły wreszcie można było
naprawdę dojrzeć jego wystrój. Ściany pokryte kremową tapetą, kolejny kominek a
przed nim wygodna kanapa. Pod ścianami były komody z przeszklonymi drzwiami
ukazującymi półki wypełnione pamiątkami z przeszłości. Były tam porcelanowe
figurki, ręcznie strugane malutkie rzeźby i wykonane z brązu ozdoby… Stare
szkatułki wypełnione ręcznie robioną biżuteria z czasów starożytności,
średniowiecza jak i tych teraźniejszych. Podeszłam do jednej z komód i wyjęłam
z pięknej szkatułki ozdobionej ręcznie robionymi zdobieniami z masy perłowej w
środku wyłożonej jedwabiem najcenniejszą z pamiątek… Był to pierścień z brązu
kiedyś pozłacanego, lecz z czasem wytarł się i stracił swoją barwę. Ostatnia pamiątka z mojego ludzkiego życia.
Pamiętam drwiny Sergiusa pod adresem mojej
kolekcji… Zawsze odnosił się do niej z pogardą i narzekał, że musimy przez to
targać jeszcze więcej śmieci.
- Naprawdę nie rozumiem, po co ci te rupiecie – odezwał się po raz
kolejny patrząc jak pakuję księgi i pamiątki do kufrów.
- Mówiłam ci już wiele razy – odparłam spokojnie. – Lubię pamiątki.
Prychnął tylko i odwróciwszy się na pięcie wyszedł z mojego pokoju.
Później jeszcze wiele razy powracaliśmy do tej rozmowy.
Schowałam ozdobę z powrotem i włożyłam
szkatułkę do komody. Podeszłam do okna wychodzącego na ulicę i dopiero teraz
zdałam sobie sprawę jak późna była godzina. Na zewnątrz było już ciemno.
Wiedziałam, że już czas abym udała się na polowanie. Jak każdy wampir musiałam
pić krew każdego dnia wiek nie grał tutaj roli. Ruszyłam do ciemnego
przedpokoju i szybko włożyłam adidasy i czarną skurzaną kurtkę. Złapałam klucze
z szafki pod ścianą i wychodząc zamknęłam drzwi.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku
wyjazdu z miasta. Jadąc mijałam domy, w których nadal pozapalane były światła a
z środka słychać było rozmowy i śmiech. Jechałam ulicami w milczeniu skupiona
na drodze przede mną. W końcu dotarłam pod las i wysiadłam z auta.
Wzięłam głęboki wdech świeżego powietrza.
Zapachy i odgłosy otaczały mnie z każdej strony. Pohukiwanie sowy, pisk myszy i
złamana przez sarnę gałązka. Zapach krwi tych wszystkich zwierząt sprawił, że
moje kły wysunęły się z dziąseł stając się jeszcze dłuższe. Wzięłam kolejny
wdech i szybko upatrzyłam sobie swoją ofiarę: młodą sarnę stojącą nad
strumieniem kilkaset metrów dalej. Wiedząc już, na co poluję ruszyłam w tamtą
stronę z zawrotną prędkością. Otoczenie zaczęło zlewać się w jedną plamę
kolorów. Ja jednak wcale się tym nie przejmowałam pozwoliłam by instynkt
działał i prowadził mnie ku ofierze. Przeskakiwałam nad powalonymi drzewami bez
najmniejszego wysiłku. Dostrzegłam sarnę na długo zanim ona dostrzegła mnie
zdążyła tylko na mnie spojrzeć swymi rozszerzonymi ze strachu oczyma i już ją
dopadłam. Przygniotłam ją do ziemi i nie zwlekając zatopiłam kły w jej szyi.
Przez chwilę jeszcze się szarpała zanim jej ciało znieruchomiało. Po chwili
było po wszystkim, wyciągnęłam z niej kły i oblizałam usta. Może ta krew nie
była tak dobra jak ludzka, ale przynajmniej nie krzywdziłam ludzi.
Nagle do moich nozdrzy dotarł dobrze mi
znany zapach mokrej wilczej sierści i kory drzewnej: wilkołaki. Usłyszałam
warczenie dobiegające z wszystkich stron. Oznaczało to tylko jedno - otoczyli
mnie. Byłam wściekła na siebie za nieuwagę. Powoli wstałam z ziemi i
rozejrzałam się dookoła. Mniej więcej dwadzieścia wilków stało na polance przy
strumyku i obnażając kły warczeli. Wśród nich był jednak jeden mężczyzna pod
ludzką postacią. Natychmiast się domyśliłam, że jest on przywódcą. Patrzył na
mnie twardym bezlitosnym wzrokiem.
- Podaj mi jeden powód, dla którego nie
miałbym kazać cię natychmiast zabić – jego głos był spokojny, ale twardy niczym
stal.
- Może, dlatego, że ja nie zrobiłam niczego
złego? – Spytałam z sarkazmem.
Ten prychnął i spojrzał na mnie niemalże z
litością w złotych oczach. Był przystojnym mężczyzną po dwudziestce… Miał około
dwóch metrów wzrostu i był dobrze zbudowany.
- Czy ja wyglądam ci na głupka – warknął –
myślisz, że nie wiem, co takie kreatury jak ty robią?! - Wiedziałam, że mam dwa
wyjścia, albo przekonam ich, że nie stanowię zagorzenia, albo czeka mnie
walka.
_____________________________________
Cześć! Jak widać napisałam kolejny rozdział.... Za kilka dni pojawi się kolejny.
Pozdrawiam Sienna M.
Bardzo fajnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńJak jakaś znana polonistka :)
Zapraszam do mnie http://lukseer.blogspot.com/
Nienawidzę polskiego... :) Ale dzięki za miłe słowa.
UsuńKrew buzuje, ale jest wampirem? Bo jest tak? :D Chyba że coś przeoczyłam. Nie no zawsze brakuje mi słów po przeczytaniu, ale na prawdę bardzo podobał mi się ten rozdział. Rose gra taką nie przystępną xDD
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się podoba. Co do tej uwagi to wszystko się wyjaśni w najbliższych rozdziałach. Poznamy trochę bliżej historię Rose i wampirów ogółem. :)
Usuńjuż nie mogę się doczekać xDD
Usuń