czwartek, 29 maja 2014

Zwiastun!

Chętnych do obejrzenia zwiastunu zapraszam pod link:   http://pinksaw-zwiastuny.blogspot.com/2014/05/my-angel-zwiastun.html

Jeszcze raz dzięki PinkSaw!!!!!
Pozdrawiam Sienna M.

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział2



Rozdział 2

   Patrzyłam na chłopaka stojącego przede mną czując jak wszystko we mnie się napina. Nie wiedziałam, co się dzieje i szczerze chyba nie chciałam wiedzieć. Sara uśmiechając się radośnie paplała nie zauważając napięcia, jakie się wytworzyło pomiędzy mną a Dorianem.  Mówiła radośnie o swoich planach na najbliższe dni i o tym, że nie może się doczekać zbliżających się rozgrywek.
   - Jestem pewna, że w tym roku znów wygracie – oznajmiła patrząc z uwielbieniem na chłopaka.
   - Mam taką nadzieję- odparł ten z rozbrajającym uśmiechem.
   - Wiesz odkąd ty wstąpiłeś do drużyny nasza szkoła jest niepokonana – chwaliła dalej dziewczyna.
   Dorian był wyraźnie zakłopotany. Spojrzał na mnie jakby szukając ratunku, ale ja nie zdążyłam nawet uchylić ust a zatonęłam w głębi jego niesamowitych oczu. Patrzyłam na niego nie mogąc skleć jednej sensownej myśli. Czułam, że serce zaczęło szybciej mi bić jeszcze szybciej a krew krążyć w żyłach. Uśmiechnął się do mnie a pode mną niemalże ugięły się kolana. W tym uśmiechu było coś niesamowitego… Coś innego.
   - Czemu mam wrażenie, że jestem tutaj niepotrzebna? – Zadała pytanie wyraźnie poirytowana Sara, przy czym spojrzała na mnie z wrzutem w oczach.
   Ja i Dorian szybko odwróciliśmy od siebie wzrok jakbyśmy zrobili coś złego. Chłopak odchrząknął z zakłopotaniem.
   - Muszę iść pod prysznic – oznajmił i szybko się ulotnił nie patrząc na koleżankę. Gdy tylko znikną nam z oczu Sara przystąpiła do ataku.
   - Co to miało być – warknęła – wiesz, że on mi się podoba!
   - Ja nic nie zrobiłam – oznajmiłam spokojnie.
   - Nic?! Patrzyłaś się na niego jak na deser! Zresztą on patrzył podobnie – powiedziała i wyraźnie posmutniała.
   - Hej… Spokojnie nie jestem nim zainteresowana – a gdy spojrzała na mnie sceptycznie dodałam – dobrze spodobał mi się, ale to nie znaczy, że zamierzam się za nim uganiać albo coś…
   - Naprawdę? – Zapytała z uśmiechem i nadzieją widoczną na twarzy.
   - Tak, naprawdę – powiedziałam nie będąc pewna czy rzeczywiście nie zamierzałam się za nim uganiać. NIE! Powiedziałam sobie stanowczo. Nie wolno ci z nikim się wiązać tylko skrzywdzisz siebie i jego…
   Pożegnałam się z nową koleżanką i ruszyłam w stronę budynku liceum na swoją kolejną lekcję. Mijałam starannie przycięte trawniki i wypielone kwiaty. A gdy weszłam do środka natychmiast przytłoczył mnie hałas panujący dookoła. Trzaskały drzwiczki od szafek a uczniowie przekrzykiwali się nawzajem. Dla moich wrażliwych uszu była to prawdziwa tortura. Zaczęłam iść do mojej szafki by wymienić książki i pójść na zajęcia. Otworzyłam małe metalowe drzwiczki i zerknęłam na plan lekcji w mojej dłoni by sprawdzić, jaki podręcznik muszę zabrać. Widząc, że mam teraz historię szybko wzięłam książkę i zamknęłam szafkę.
   Po niedługim czasie, lecz z małym problemem znalazłam odpowiednią salę. Weszłam do już całkowicie wypełnionego pomieszczenia i zaczęłam wzrokiem szukać wolnego miejsca. Odnalazłam ławkę, przy której stało jeszcze jedno wolne krzesło, lecz na drugim siedział nie, kto inny jak Dorian. Jak gdyby czując na sobie mój wzrok uniósł spuszczoną do tej pory głowę i spojrzał na mnie, a na jego przystojnej twarzy pojawił się uśmiech. Moje nogi jakby same poniosły mnie w jego stronę i nim się obejrzałam stałam przy nim.
   - Hej – odezwałam się lekko zakłopotana, za co się w duchu natychmiast zbeształam.
   - Cześć – odparł a potem gestem poprosił abym usiadła na wolnym miejscu. – Cieszę się, że mamy razem lekcję… Będziemy mogli się lepiej poznać.
   - Jasne – mruknęłam uciekając od niego wzrokiem gdyż myśl, że tak naprawdę nigdy mnie nie pozna sprawiła mi jakiś niezrozumiały ból. Dorian spojrzał na mnie zaciekawiony moim nagłym milczeniem. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i spojrzałam na wchodzącą właśnie do klasy nauczycielkę. Była modą kobietą świeżo po trzydziestce z prostymi blond włosami do ramion. Spojrzała na klasę i po przywitaniu szybko przeszła do tematu.
   Sama nie zwracałam najmniejszej uwagi na to, co mówi. Rozpraszał mnie nastolatek siedzący obok mnie. Nie rozumiałam swojego zachowania, nigdy nie działo się ze mną coś takiego. Zawsze nad sobą panowałam. Myślałam tylko o tym, aby wreszcie zadzwonił dzwonek i abym mogła uwolnić się od rozstrajającego mnie towarzystwa. Jakby na moje życzenie rozległ się upragniony dźwięk dzwonka. Szybko podniosłam się z krzesła i zebrałam swoje rzeczy. Nie odwracając się za siebie wyszłam na korytarz z torbą przewieszoną przez ramię.
   - Zaczekaj! – Usłyszałam za sobą wołanie. Dorian zrównał się ze mną i spojrzał na mnie kątem oka. – Co się stało? Na lekcji nie zwracałaś na mnie najmniejszej uwagi i nie mów, że skupiałaś się na tym, co mówiła profesor bo wiem, że to nieprawda – dodał na koniec z rozbrajającym uśmiechem, który jednak zniknął gdy nie odezwałam się słowem. – Obraziłem cię czymś?
   Spojrzałam na niego z westchnieniem zanim odpowiedziałam:
   - Nie.
   - Nie jesteś zbyt rozmowna prawda? – A kiedy skinęłam tylko głową roześmiał się serdecznie sprawiając, że kilka dziewczyn spojrzało na nas i już po chwili czułam ich jadowite spojrzenia na swoich plecach.
   Nie zwracając na nic uwagi podeszłam do swojej szafki w dalszym ciągu starając się zignorować chłopaka. Nie chciałam nawet dać sobie szansy na związanie się z nim lub z kimkolwiek innym. Odłożyłam niepotrzebne książki i skierowałam się w stronę sali, w której miałam następne lekcje. Dorian zrezygnował, gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający, że trzeba iść do klasy i ruszył w stronę własnej szafki.
   Reszta dnia minęła mi spokojnie i nim się zorientowałam siedziałam w samochodzie wracając do domu. Skupiona na drodze nawet nie zauważyłam, kiedy znów dopadły mnie wspomnienia…
   Stałam na polu usianym ciałami martwych żołnierzy. Niektórzy z nich jeszcze ściskali swe miecze jakby nie mogli się zdobyć by je puścić jakby były tym, co trzyma ich na tym świecie. Wielu patrzyło w przestrzeń szeroko otwartymi oczami zdziwieni, że zostali pokonani. Wśród martwych słychać jednak było jęki tych, którzy nadal żyli. To właśnie z ich powodu znaleźliśmy się tutaj. Sergius i ja wiedzieliśmy, że czeka nas łatwy posiłek. Podeszłam do najbliżej znajdującego się niedobitka i z uśmiechem nachyliłam się nad nim. Spojrzał na mnie z nadzieją w orzechowych oczach. Wiedziałam, że liczy na pomoc. Był młodym przystojnym mężczyzną. Spojrzałam w te niesamowite oczy i dostrzegłam w nich dobro. Właśnie w tamtym momencie znów ogarnęły mnie wątpliwości. Wreszcie do mnie dotarło, jaka się stałam pod wpływem mojego stworzyciela. Żyłam w złudnej iluzji miłości do niego, bo tak było prościej. Nie pozwalałam sobie na wyrzuty sumienia i uciekałam przed konsekwencjami swoich czynów.
   Przypomniałam sobie te chwile, gdy ogarniały mnie wątpliwości. Dziewczyna w Francji… biedna i niewinna nie chciała zgodzić się na to, co kazał jej zrobić Sergius i przypłaciła za to życiem. Zabił ją tylko, dlatego, że go zdenerwowała. Para kochanków we Włoszech, którą przyłapał w naszym pokoju w gospodzie… Zabijał z byle kaprysu a ja nie robiłam nic by go powstrzymać… Rzeź całej wioski tylko dla tego, że znudził się monotonią życia. Poczułam wstręt do siebie jak i do niego. Natchniona tą wiedzą znów spojrzałam na wojaka pode mną. Jego zbroja była powgniatana w wielu miejscach.
   - Anioł… - wyszeptał chrapliwie i uśmiechnął się lekko, z wysiłkiem.
   Nawet nie wiedział jak się mylił. Jednak patrząc na niego nie mogłam go tak zostawić. Przecież to właśnie jemu zawdzięczałam to, że dostrzegłam prawdę. Mimo głodu, jaki czułam zacisnęłam zęby i wzięłam jego ciało w ramiona. Rozejrzałam się w około i zauważyłam mego towarzysza pochylonego nad swoją ofiarą. Biorąc głęboki wdech przesycony zapachem krwi mężczyzny w mych ramionach, co sił pognałam w ciemność…
   Otrząsnęłam się z niemiłych wspomnień i znów skupiłam na drodze przede mną. Byłam już prawie na miejscu. Dom, który kupiłam znajdował się już w zasięgu wzroku. Zaparkowałam na podjeździe i wysiadłam z samochodu. Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła. Zostało jeszcze kilka pudeł do rozpakowania, więc postanowiłam się tym zająć jak najszybciej.
   Rozpakowywałam każde pudło a rzeczy, które z nich wyjmowałam ustawiałam na podłodze przy mnie.  Były to przede wszystkim książki zebrane na przestrzeni wieków te wzięłam na ręce i zaniosłam do biblioteki. Było to duże pomieszczenie urządzone w odcieniach brązu. Pod ścianami stały sięgające sufitu regały a przed wielkim oknem wychodzącym na ogród za domem i las dalej stało mahoniowe antyczne biurko. I wielki skurzany fotel. Na podłodze znajdował się ręcznie tkany perski dywan. A przed marmurowym kominkiem stały brązowe wygodne fotele.
   Podeszłam do jednego z regałów i zaczęłam ustawiać na nim stare księgi. Były tam jedne z najznamienitszych dzieł literackich na przestrzeni wieków. Prawie wszystkie regały były już zapełnione. Na każdym znajdowały się księgi z danego wieku. Od pierwszych ręcznie pisanych ksiąg do pierwszych z drukowanych książek i tych nowych. Tylko jeden z tych regałów był wypełniony książkami z różnych epok. Całe rzędy wypełnione książkami z stronami zapisanymi moim odręcznym pismem… Całe półki zapełnione spisaną historią mojego długiego życia.
   Z westchnieniem odwróciłam się od tego danego mebla i wróciłam do salonu. Gdy pudła zniknęły wreszcie można było naprawdę dojrzeć jego wystrój. Ściany pokryte kremową tapetą, kolejny kominek a przed nim wygodna kanapa. Pod ścianami były komody z przeszklonymi drzwiami ukazującymi półki wypełnione pamiątkami z przeszłości. Były tam porcelanowe figurki, ręcznie strugane malutkie rzeźby i wykonane z brązu ozdoby… Stare szkatułki wypełnione ręcznie robioną biżuteria z czasów starożytności, średniowiecza jak i tych teraźniejszych. Podeszłam do jednej z komód i wyjęłam z pięknej szkatułki ozdobionej ręcznie robionymi zdobieniami z masy perłowej w środku wyłożonej jedwabiem najcenniejszą z pamiątek… Był to pierścień z brązu kiedyś pozłacanego, lecz z czasem wytarł się i stracił swoją barwę.  Ostatnia pamiątka z mojego ludzkiego życia.
   Pamiętam drwiny Sergiusa pod adresem mojej kolekcji… Zawsze odnosił się do niej z pogardą i narzekał, że musimy przez to targać jeszcze więcej śmieci.
   - Naprawdę nie rozumiem, po co ci te rupiecie – odezwał się po raz kolejny patrząc jak pakuję księgi i pamiątki do kufrów.
   - Mówiłam ci już wiele razy – odparłam spokojnie. – Lubię pamiątki.
   Prychnął tylko i odwróciwszy się na pięcie wyszedł z mojego pokoju. Później jeszcze wiele razy powracaliśmy do tej rozmowy.
   Schowałam ozdobę z powrotem i włożyłam szkatułkę do komody. Podeszłam do okna wychodzącego na ulicę i dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak późna była godzina. Na zewnątrz było już ciemno. Wiedziałam, że już czas abym udała się na polowanie. Jak każdy wampir musiałam pić krew każdego dnia wiek nie grał tutaj roli. Ruszyłam do ciemnego przedpokoju i szybko włożyłam adidasy i czarną skurzaną kurtkę. Złapałam klucze z szafki pod ścianą i wychodząc zamknęłam drzwi.
   Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku wyjazdu z miasta. Jadąc mijałam domy, w których nadal pozapalane były światła a z środka słychać było rozmowy i śmiech. Jechałam ulicami w milczeniu skupiona na drodze przede mną. W końcu dotarłam pod las i wysiadłam z auta.
   Wzięłam głęboki wdech świeżego powietrza. Zapachy i odgłosy otaczały mnie z każdej strony. Pohukiwanie sowy, pisk myszy i złamana przez sarnę gałązka. Zapach krwi tych wszystkich zwierząt sprawił, że moje kły wysunęły się z dziąseł stając się jeszcze dłuższe. Wzięłam kolejny wdech i szybko upatrzyłam sobie swoją ofiarę: młodą sarnę stojącą nad strumieniem kilkaset metrów dalej. Wiedząc już, na co poluję ruszyłam w tamtą stronę z zawrotną prędkością. Otoczenie zaczęło zlewać się w jedną plamę kolorów. Ja jednak wcale się tym nie przejmowałam pozwoliłam by instynkt działał i prowadził mnie ku ofierze. Przeskakiwałam nad powalonymi drzewami bez najmniejszego wysiłku. Dostrzegłam sarnę na długo zanim ona dostrzegła mnie zdążyła tylko na mnie spojrzeć swymi rozszerzonymi ze strachu oczyma i już ją dopadłam. Przygniotłam ją do ziemi i nie zwlekając zatopiłam kły w jej szyi. Przez chwilę jeszcze się szarpała zanim jej ciało znieruchomiało. Po chwili było po wszystkim, wyciągnęłam z niej kły i oblizałam usta. Może ta krew nie była tak dobra jak ludzka, ale przynajmniej nie krzywdziłam ludzi.
   Nagle do moich nozdrzy dotarł dobrze mi znany zapach mokrej wilczej sierści i kory drzewnej: wilkołaki. Usłyszałam warczenie dobiegające z wszystkich stron. Oznaczało to tylko jedno - otoczyli mnie. Byłam wściekła na siebie za nieuwagę. Powoli wstałam z ziemi i rozejrzałam się dookoła. Mniej więcej dwadzieścia wilków stało na polance przy strumyku i obnażając kły warczeli. Wśród nich był jednak jeden mężczyzna pod ludzką postacią. Natychmiast się domyśliłam, że jest on przywódcą. Patrzył na mnie twardym bezlitosnym wzrokiem.
   - Podaj mi jeden powód, dla którego nie miałbym kazać cię natychmiast zabić – jego głos był spokojny, ale twardy niczym stal.
   - Może, dlatego, że ja nie zrobiłam niczego złego? – Spytałam z sarkazmem.
   Ten prychnął i spojrzał na mnie niemalże z litością w złotych oczach. Był przystojnym mężczyzną po dwudziestce… Miał około dwóch metrów wzrostu i był dobrze zbudowany.
   - Czy ja wyglądam ci na głupka – warknął – myślisz, że nie wiem, co takie kreatury jak ty robią?! - Wiedziałam, że mam dwa wyjścia, albo przekonam ich, że nie stanowię zagorzenia, albo czeka mnie walka.  


_____________________________________

Cześć! Jak widać napisałam kolejny rozdział.... Za kilka dni pojawi się kolejny.
 Pozdrawiam Sienna M. 

niedziela, 25 maja 2014

Liebster Award.

   Cześć! Jak się okazało zostałam nominowana do LA przez . Dzięki!

No to jazda!

LA to nominacja otrzymana przez innego bloggera. Dostaje ją osoba, która wykonuje tak zwaną "Dobrą robotę"... :p Dostajemy 11pytań, na które musimy odpowiedzieć a później sami musimy nominować jedenaście osób i zadać im swoje pytania.
NIE WOLNO NOMINOWAĆ BLOGA, KTÓRY CIĘ NOMINOWAŁ!!


Moje odpowiedzi na zadane pytania:

1. Co jest pierwszą rzeczą jaką robisz po przebudzeniu?
Odp.: Wyglądam przez okno. ;p
2. Dlaczego piszesz właśnie taką tematykę bloga?
Odp.: Zawsze lubiłam fantastykę... Odkąd przeczytałam moją pierwszą książkę właśnie o tej tematyce.
3. Jaki jest Twój ulubiony przedmiot szkolny?
Odp.: Proste! Matematyka!
4. Twój ulubiony zespół?
Odp.: Nie mam takiego... Słucham różnej muzyki i różnych zespołów jak i solistów. :)
5. Najważniejszą osobą dla Ciebie jest?
Odp.: Najważniejsza jest dla mnie moja mama. Zawsze mnie wspiera za co jej serdecznie dziękuję!
6. Bez jakiego przedmiotu nie możesz żyć?
Odp.: Piszę na laptopie więc chyba bez niego. ;p
7. Gdybyś mógł/mogła wybrać jedną super moc, co by to było?
Odp.: Sądzę, że chwiałabym umieć latać. :) Zawsze lubiłam patrzeć na latające ptaki...
8.   Kim chcesz zostać w przyszłości?
Odp.: Nie wiem... Jestem jednak pewna, że chcę pisać dalej.
9. Gdybyś mógł/mogła posłuchać ostatniej piosenki w życiu, jaka piosenka by to była?
Odp.: Chyba byłaby to piosenka Verby "Młode wilki 10"
10. Gdybyś miał/miała zmienić się w zwierzę, jakie zwierzę byś wybrał/wybrała?
Odp.: Wybrałabym wilka, lub lwa.
11. Czy uważasz się za dobrą osobę? Dlaczego tak/nie?
Odp.: Uważam się za dobrą osobę, ale jak każdy mam swoje wady...  Dlaczego? Bo każdy z nas ma w sobie zarówno dobro jak i zło.


Moi nominowani: (z czasem uzupełnię)

1. ~Mika (blog: http://life-and-colours098.blogspot.com)
2. Pink Saw (blog: http://pinksaw-zwiastuny.blogspot.com)
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.


Moje pytania:

1. Twój ulubiony kolor?
2. Dlaczego postanowiłeś/postanowiłaś pisać bloga?
3. Kogo najbardziej szanujesz?
4. Co byś zmienił/zmieniła na świecie gdybyś mógł/mogła?
5. Gdybyś miał/miała być nadprzyrodzoną istotą, mim byś chciał/chciała być?
6. Co najbardziej lubisz robić?
7. Lubisz czytać?
8. Co zrobiłbyś/zrobiłabyś jako ostatnią rzecz w swoim życiu?
9. Czy uważasz się za towarzyską osobę?
10. Kim chcesz być za 20lat?
11. Co byś w sobie zmienił/zmieniła?

piątek, 23 maja 2014

Rozdział1



Rozdział 1

   Jechałam ulicami miasta w stronę liceum, do którego się zapisałam. Wiedziałam, że dzięki temu wtopię się w tłum uczniów i nikt ważny nie zauważy mojej obecności.  W oddali widziałam już durzy budynek szkoły. I na ten widok naszły mnie wspomnienia. Mój pierwszy raz w szkole w Angli… I to jak dawniej kobiety nie musiały w ogóle uczęszczać do takich placówek. Dawniej liczyło się tylko to czy dama umie się zachować w towarzystwie, czy potrafi wyszywać i wie jak się zachować jak przystało na panią domu. Nie ważne było wykształcenie kobiety. Tylko mężczyźni mieli przywilej zdobywania wiedzy. Tak naprawdę przez bardzo długi czas kobieta była traktowana jak przedmiot. Choć w niektórych kulturach kobiety były niezwykle cenione… Uśmiechnęłam się do wspomnień. Nie wszystkie były złe, choć tylko mała część nie napawała mnie drżeniem.
    Wjechałam na szkolny parking i od razu zauważyłam, że mój samochód wywołał małą sensacje. Wiedziałam, że uczniowie nie widują tutaj często takich samochodów. Bo choć Jackson nie było biednym miastem nie było tutaj wielu naprawdę zamożnych ludzi.
   Zaparkowałam i nieśpiesznie wysiadłam z samochodu. Wzięłam torbę z książkami leżącą dotychczas na siedzeniu pasażera i ruszyłam powoli w stronę drzwi. Weszłam do zatłoczonego już budynku i skierowałam się prosto do sekretariatu po swój plan zajęć. Przekroczyłam próg drzwi z ciemnego drewna i znalazłam się w ładnym, schludnie urządzonym gabinecie. Za biurkiem siedziała pulchna kobieta w średnim wieku. Od razu wiedziałam, że jest typem kobiety, która co niedziela chodzi do kościoła i chętnie pomaga innym. Spojrzała na mnie znad okularów i uśmiechnęła się wesoło.
   - Ty pewnie jesteś Rose – powiedziała ciepłym i życzliwym głosem. – Zaraz podam Ci plan zajęć. – Zaczęła grzebać w szufladach biurka mamrocząc pod nosem, że zawsze nie ma czasu w nich poukładać. Po chwili wyciągnęła w moją stronę małą kartkę papieru.
   - Dziękuję – uśmiechnęłam się do kobiety uważając, aby nie zauważyła moich kłów.
    Zaraz potem będąc już na korytarzu zerknęłam na plan, który ściskałam w ręce. Jako pierwszą miałam chemię w sali 13. Szybko ruszyłam w jej stronę wiedząc, że za chwilę zacznie się lekcja. Idąc korytarzem mijałam gabloty z licznymi pucharami za osiągnięcia sportowe i zdjęcia zasłużonych uczniów. Byli wśród nich geniusze i sportowcy jak i ci utalentowani w kierunku artystycznym.
   Przystanęłam na dłużej przed jednym ze zdjęć. Przedstawiało ono przystojnego mniej więcej szesnastoletniego chłopaka o blond czuprynie i pięknych niebieskich oczach. Jego zmysłowe usta były wygięte w szerokim uśmiechu tryumfu a w rękach trzymał powód tego uśmiechu i błysku w oczach, wielki złoty puchar świadczący o sukcesie. Jeszcze przez chwilę stałam patrząc na zdjęcie, po czym dalej ruszyłam korytarzem.
    W końcu dotarłam do sali, w której miałam lekcje. Nauczyciela jeszcze nie było, o co zresztą wcale się nie martwiłam. Wiedziałam, że zdążę bez najmniejszych problemów. Przekroczyłam próg pomieszczenia i rozejrzałam się ciekawie. Cały pokój był pomalowany na biało, a z przodu klasy na podwyższeniu stało solidne biurko. Na nim z kolei stały najróżniejsze pomoce naukowe od zwykłych probówek po zaawansowane technicznie przyrządy. W całej Sali było ze dwadzieścia ławek a na każdej stał jeden mikroskop. Na zajęcia przyszło już sporo uczniów i wielu przyglądało mi się z ciekawością. Ja jednak zignorowałam ich spojrzenia i z torbą przewieszoną przez ramię ruszyłam do ławki na samym końcu.
   Wsunęłam się na miejsce akurat w momencie, gdy wszedł nauczyciel. Był on mężczyzną w średnim wieku z włosami przyprószonymi siwizną. W rękach trzymał podręcznik i plik kartek, na których zapewne były notatki. Wiedziałam z planu lekcji, że nazywa się Albert Philips. Ułożył schludnie kartki i książkę na biurku i odwrócił się przodem do uczniów.
   - Dzień dobry moi drodzy – odezwał się skrzekliwym głosem. – Dziś jest nasza pierwsza lekcja w tym roku i od razu uprzedzam, że nie będzie tak łatwo jak dawniej. Teraz będziecie musieli się naprawdę postarać, aby uzyskać przyzwoite stopnie.
   Po klasie rozległ się zbiorowy jęk. Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl, że ci biedni ludzie martwią się tylko o to czy uda im się zdobyć zadowalające oceny. Ja przez lata miałam o wiele większe zmartwienia niż nauka. Chociaż w ostatnich latach bardzo uzupełniłam swe braki w wiedzy to nie znaczy, że kiedyś nie martwiłabym się na ich miejscu. Dla nas wampirów zdobywanie nowych umiejętności i wiedzy nie stanowiło najmniejszego problemu. Musieliśmy szybko się uczyć, aby się przystosować, więc naukę z wielu wieków potrafiłam przyswoić w kilka tygodni. Choć oczywiście dawniej byłam na bieżąco z wynalazkami i odkryciami to nie przykładałam do nich zbyt wiele uwagi. Dopiero kilka lat temu odkryłam w sobie zamiłowanie do nauki oraz książek.
   Moje rozmyślenia przerwało gwałtowne otwarcie się drzwi. Do środka wpadła niska rudowłosa dziewczyna. Rozejrzała się po pomieszczeniu i jęknęła zauważając, że nauczyciel już się zjawił.
   - Panna Jons jak miło, że zaszczyciła nas pani swoją obecnością – powiedział zgrzytliwie profesor.
   - Przepraszam Pana! Zaspałam i przez to nie zdążyłam dojechać na czas… - tłumaczyła się gorączkowo dziewczyna.               – To się więcej nie powtórzy – obiecała.
   - Mam nadzieję – odparł surowo.
   Dziewczyna szybko wsunęła się w pustą ławkę stojącą tuż obok mnie. Siadając spojrzała na mnie ciekawie jak z resztą każdy w tej placówce. Uśmiechnęła się do mnie ukazując rząd śnieżnobiałych równych zębów. Odpowiedziałam lekkim uniesieniem kącików ust. Nie zamierzałam zawierać tutaj nowych znajomości. Wiedziałam, że to nie miałoby sensu gdyż ja w pewnym momencie będę musiała zniknąć z życia tych wszystkich osób bezpowrotnie. Poza tym wolałam nikogo nie narażać, bo choć Sergius nie żyje to nie znaczyło, że nie miałam już żadnych wrogów.
   Przez resztę lekcji jednym uchem słuchałam słów nauczyciela a resztę mojej uwagi pochłaniały wspomnienia…
   Stałam przed oknie i patrzyłam na jadące drogami w oddali konie, i powozy. Wszyscy się gdzieś spieszyli zamiast zwolnić, choć na chwilę i przyjrzeć się mijanym scenerią. Wielkie zamki w oddali pastwiska i góry na choryzoncie...
   Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i z uśmiechem na ustach odwróciłam się do Sergiusa. Był ucieleśnieniem kobiecych marzeń. Wysoki i umięśniony o stalowo niebieskich oczach pod wysokim czołem, twarda szczęka zdradzała upór i determinację. Wiedziałam, że sama wyglądam pięknie w jasnobłękitnej sukni z włosami koloru czekolady upiętymi wysoko na głowie.
   - Witaj moja pani – rozległ się głęboki głos. – Mam nadzieję, że miło spędziłaś czas pod moją nieobecność?
   - Owszem, ale mogłoby być o wiele lepiej gdybyś mi towarzyszył – odpowiedziałam patrząc na niego z uwielbieniem.
   Sergius podszedł do mnie i wziął mnie w ramiona a ja wdzięczna oparłam się o niego. Wiedziałam, że nie był dobrą osobą, ale ja go uwielbiałam…
   Potrząsnęłam głową chcąc pozbyć się natrętnych wspomnień, które nie dawały mi spokoju już od tygodni. Nie wiedziałam, czemu ostatnio stały się tak dokuczliwe. Świadomość, że kiedykolwiek mogłam kochać takiego potwora napawała mnie obrzydzeniem do samej siebie.
   Wreszcie lekcja dobiegła końca i wszyscy ruszyli do wyjścia. Czekałam aż większość opuści klasę i dopiero wtedy wzięłam torbę na ramię i powoli ruszyłam w stronę drzwi.
- Hej zaczekaj! – Usłyszałam głos dziewczyny, która się spóźniła.
   Obejrzałam się przez ramię i ujrzałam rudowłosą zbliżającą się do mnie w szerokim uśmiechem na twarzy w kształcie serca.
   - Cześć – powiedziała, gdy się zrównałyśmy. – Jestem Sara a ty pewnie jesteś Rose – a gdy skinęłam tylko głową kontynuowała. – Wiesz skoro jesteś tu nowa to pewnie potrzebujesz kogoś, kto cię oprowadzi a wiem, że teraz masz wolną godzinę.- Spojrzałam na dziewczynę a widząc nadzieję na jej twarzy po prostu nie mogłam jej odmówić, mimo że nie miałam najmniejszej ochoty na żadne oprowadzanie, lecz skinęłam głową i pozwoliłam się jej poprowadzić.
   Szłyśmy korytarzami a Sara mówiła gdzie jest, jaka sala i gdzie jest stołówka. Wyszłyśmy na zewnątrz i od razu zostałam skierowana w stronę widocznego w pewnej odległości od nas boiska do footballu. Nawet z tej odległości widziałam postacie poruszające się po boisku, co świadczyło o odbywającym się właśnie treningu. Sara w miarę zbliżania się do boiska stawała się coraz bardziej podekscytowana.
   - Ciekawe czy Dorian jest dziś na treningu… - mruczała do siebie. – Jest taki przystojny – westchnienie.
   Spojrzałam zaciekawiona na moją towarzyszkę a ta widząc moje spojrzenie zarumieniła się po koniuszki włosów. Było to na swój niewinny sposób urocze. Uśmiechnęła się speszona.
   - Przepraszam pewnie wydaję ci się jakąś idiotką… Ciągle mówię i jestem taka zdenerwowana a ty… - spojrzała na mnie z czymś w rodzaju podziwu. – Jesteś taka spokojna i cicha. Ludzie ciągle mi powtarzają, że za dużo mówię i jestem wkurzająca.
   - Wcale nie – słowa ku mojemu zdumieniu same wypłynęły mi z ust. – Miło mieć kogoś, kto jest taki żywiołowy. Od dawna spędzam czas z samymi ponurakami, więc to miła odmiana – uśmiechnęłam się do niej podnosząc kąciki ust.
   - Naprawdę? – Sara wyglądała jak dziecko, które pod choinkę dostało wymarzony prezent. Znów się do mnie uśmiechnęła i szybko poprowadziła dalej.
   Gdy dotarłyśmy na skraj murawy mecz treningowy trwał w najlepsze. Walka była zacięta i widać było, że choć to nie prawdziwy mecz to obie drużyny chcą wygrać. Zawodnicy byli zawzięci a niektórzy nawet brutalni. Oglądałam mecz z prawdziwym zainteresowaniem. Rzadko zdarzało mi się oglądać coś takiego. Nim się zorientowałam mecz się skończył i rozległ się gwizdek trenera oznajmiający koniec zajęć. Wygrani klepali się po plecach i śmiali radośnie natomiast ci drudzy marudzili i obiecywali zemstę.
   Nagle jeden chłopak odłączył się od reszty i ruszył prosto w naszą stronę. Kątem oka zauważyłam, że radosny uśmiech dziewczyny obok mnie jeszcze się poszerza. Poza tym wyczułam zapach jej szczęścia wiszący w powietrzu. Już po chwili domyśliłam się, że idący do nas zawodnik to Dorian, o którym mówiła z takim entuzjazmem Sara. Gdy do nas podszedł zdjął kask i moim oczą ukazała się jego twarz… Jasne włosy i niebieskie jak niebo w bezchmurny dzień oczy to wszystko co z początku zauważyłam. Potem doszły zmysłowe usta i zacięta szczęka. Jego zapach był następnym co zauważyłam, mieszanka igieł sosnowych i zdecydowanego męskiego piżma. Zszokowana rozpoznałam w nim chłopaka ze zdjęcia.
   - Cześć Saro – chłopak uśmiechnął się do dziewczyny. – Przedstawisz mnie swojej koleżance?
   - Cześć Dorian… - powiedziała cicho Sara a potem zwróciła się do mnie – Rose to jest Dorian. Dorianie to Rose – dokonała pośpiesznie prezentacji.
   Spojrzałam znów na Doriana i poczułam jak serce bije mi szybciej. Wyciągnęłam rękę i uścisnęłam jego już wyciągniętą dłoń. Uśmiechnął się do mnie a żołądek fiknął mi koziołka. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje… Od lat szczyciłam się opanowaniem i takie zachowanie mojego ciała z powodu jednego chłopaka było po prostu szokujące!
   - Miło mi cię poznać Rose – powiedział patrząc mi głęboko w oczy.

wtorek, 20 maja 2014

Prolog



Prolog

   Jechałam moim czerwonym porsche czując jak wiatr rozwiewa moje włosy. To było niemal to samo uczucie, jakie towarzyszyło mi podczas biegu z zawrotną prędkością poprzez lasy. Jednak nic nie dorówna uczuciu wolności, jakie się odczuwa pędząc swobodnie nie będąc ograniczonym. Po pewnym czasie w oddali ukazał mi się znak oznajmujący, że właśnie dotarłam do celu swej podróży. Jackson w dolinie Jackson Hole. Sama dolina była pięknym miejscem. Było tutaj mnóstwo zieleni a powietrze było czyste.  Natura była tutaj bliżej ludzi i czuło się jakiś wewnętrzny spokój. Uśmiechnęłam się na ostatnie słowo wypowiedziane w moich myślach: spokój. Tak dawno go nie czułam. Przez setki lat uciekałam przed Sergiusem a później sama go tropiłam… Z początku po mojej przemianie żyliśmy razem, ale w końcu zrozumiałam jak złą istotą był ten mężczyzna i jaka sama się przez niego stawałam. Do dziś żałuję czynów, które popełniłam w tamtych czasach. Postanowiłam odejść od niego. Niestety, gdy tylko zauważył moje odejście rozpoczęło się polowanie. Zapewne trwałoby jeszcze bardzo długo gdybym nie sprzymierzyła się z Czarodziejami i Nefilimami. Sergius nie żyje a ja jestem wolna. Przynajmniej na razie.
   Minęłam znak powitalny i wjechałam na przedmieścia. Po obu stronach ulicy stały piękne domki z białymi płotami. Dzieci bawiły się w ogrodach a rodzice i przyjaciele siedzieli przy stołach na tarasach lub na trawie. Byli tacy szczęśliwi, tacy nieświadomi niebezpieczeństwa świata, o którym nic nie wiedzieli. Skręciłam w prawo na skrzyżowaniu i podjechałam pod duży okazały budynek, który miał być teraz moim domem. Wcześniej moje rzeczy przywiozła i wniosła do środka firma, którą wynajęłam, więc nie musiałam się tym martwić.
   Wysiadłam z samochodu i ruszyłam powoli w stronę drzwi z kluczami mocno trzymanymi w dłoni. Nie wiedzieć, dlaczego czułam się zdenerwowana. Jakaś część mnie wiedziała, że właśnie rozpoczynam nowy etap w swoim długim życiu i, że będzie on szczególnie ważny...




___________________________________

Hej! Oto pierwsza notka na tym blogu. Jak widać będzie to opowiadanie. Mam nadzieję, że się spodoba!
Pozdrawiam Sienna M.